niedziela, 20 listopada 2016

PIKNIKI Z KLASYKĄ: Gotycki romans w scenografii międzywojnia. "Rebeka" Daphne du Maurier

"Śniło mi się tej nocy, że znowu byłam w Manderley." Oniryczny początek powieści, opis ni to marzenia sennego, ni to koszmaru śnionego przez bohaterkę-narratorkę zapowiada historię mroczną i tajemniczą, w dodatku nieuchronnie zmierzającą do tragedii, bo czytelnik od razu dowiaduje się, że Manderley już nie istnieje. Opublikowana w 1938 roku "Rebeka", zanim weszła do kanonu klasyki literatury popularnej, stała się kanwą filmu Alferda Hitchcocka (1940) z Laurence'em Olivierem w roli chmurnego Maxima de Wintera i Joan Fontaine wcielającą się w rolę jego młodej drugiej żony. Właśnie w tej wersji znałam "Rebekę" do tej pory i choć sporo czasu już minęło, od kiedy ten film obejrzałam, pamiętałam główne punkty fabuły, a przede wszystkim, kim była tytułowa "Rebeka". Z tego powodu, czytając powieść, nie czekałam w gorączkowym napięciu (które przyznać trzeba, autorka buduje umiejętnie) co też się wydarzy. Moją uwagę przykuła głównie konstrukcja psychiczna bohaterów i ich wzajemna relacja. I... cóż mogę powiedzieć, Manderley i "Rebeka" to nie moja bajka.

czwartek, 20 października 2016

PIKNIKI Z KLASYKĄ: Słodki dom irytującej neurotyczki


Okładka pierwszego wydania (Źr. Wikipedia)




Witam na październikowym Pikniku z klasyką! Dziś w programie „Pat ze Srebrnego Gaju” („Pat of Silver Bush” Lucy Maud Montgomery. „Pat...” jest dziewiętnastą książką w dorobku autorki, wydaną po raz pierwszy w 1933 r. Poprzedziła ją powieść „Dzban ciotki Becky” (inny tytuł „W pajęczynie życia”). Jeżeli przypominacie sobie nasz poprzedni Piknik z L.M.M. na którym właśnie o „Dzbanie...” była mowa, to wiecie, że nie znajdujemy się w złotym okresie jej twórczości. Niestety, „Pat...” jest chyba książką jeszcze mniej udaną, a Pat – prawdopodobnie najbardziej irytującą bohaterką, jaka wyszła spod pióra L.M.M.

piątek, 30 września 2016

PIKNIKI Z KLASYKĄ: Porzućcie wszelką nadzieję... o "Dziewczętach z Nowolipek" Poli Gojawiczyńskiej



Z cukierni Jackowskiego dobiegły pierwsze przyciszone tony walca. Kobiety, które siedzą za ogrodzeniem, przy stolikach, zostały wprowadzone tam rzez mężczyzn. A te samotne włóczą się melancholijnie po alejce literackiej. To mężczyzna sprawia, że się jednym susem przebywa ten skok do wnętrza, do cukierni, do teatru. Rozdawca wszelkiego dobra, dostatku, spokoju.  On odsuwa krzesła stojące na drodze, podaje ramię przy niziutkim stopniu schodów, wybiera stolik, przywołuje służbę i troskliwie pochyla się z zapytaniem nad swą towarzyszką. Jak to błogo, gdy się ktoś o człowieka troszczy!...

(...)

Ogarnęła je tęsknota za czemś pięknem, za czemś niedoścignionem, co się winno jednak w człowieku urzeczywistnić, inaczej chyba życie nie miałoby sensu? Trwa to chwile takie uniesienie nadziei, przez miłość dla życia. A potem przychodzi uczucie rozpaczliwej bezsilności, instynktownie czują, iż stoją w miejscu, gdzie się nie walczy, a poddaje, skąd się wiecznie wyciąga ramiona do gwiazd. Jest takie miejsce, przeklęte, niedowierzenia, czarne miejsce życia. Myślą ze smutkiem, że jeśli przyjdzie miłość, to nie one będą wybierać, przyjmą to, co spotkają, jakiekolwiek, tak jak Amelka przyjęła pana Michałowskiego, a Franie pana z pod teatru, choć jest stary, gruby, niemiły. Uczuły swoją szczególną bierność.


Warszawa, początek XX w. Ta gorsza warszawa, gdzie nawet w prestiżowych mieszkaniach na pierwszym piętrze od frontu jest duszno i czuć, że prawdziwe życie, które ma smak i powab, płynie gdzieś tam, daleko . A cóż dopiero, gdy się mieszka w zatęchłej, wilgotnej suterenie albo w oficynie w podwórzu! Gdy się jest młodym, to człowieka ogarnia tęsknota za tym lepszym życiem i nadzieja, że kiedyś uda się do niego wyrwać z ponurych podwórek Nowolipek. Potem już chyba nie. Urodzić się w takiej suterenie albo oficynie, to bagaż, który przytłacza nieznośnym ciężarem, ale najgorzej jest urodzić się tam dziewczynką. Gojawiczyńska nie napisała powieści o biedzie, zawiedzionych nadziejach i braku perspektyw. Napisała powieść o piekle kobiet.  

sobota, 27 sierpnia 2016

PIKNIKI Z KLASYKĄ: Gaskell po raz drugi



O ile dobrze pamiętam, Elizabeth Gaskell i jej "Panie z Cranford" były bohaterkami naszego pierwszego piknikowego spotkania. Dzisiaj Gaskell występuje w roli autorki opowiadań, w naszym zamierzeniu miały być to opowiadania grozy, ale okazało się, że zbiorek, który wybrałyśmy, pomimo obiecującego tytułu zawiera w dużej mierze opowieści innego typu, niektórym z nich całkiem zresztą blisko do ciepłych obrazków z życia obywatelek Cranford. (Tym, którzy mają zapoznać się z Gaskell w jeszcze innej roli, polecam moje notki o „Północy i Południu”).

“The Grey Woman and other Tales” to zbiór ośmiu opowiadań. Najciekawsze (i najbardziej przystające do miana opowieści grozy) jest to tytułowe, zostawię je sobie na koniec. Właściwie „Szara kobieta...” jest kompilacją pozbawioną motywu przewodniego, na upartego mogłabym się pokusić o stwierdzenie, że jest nim kobieca przyjaźń – ten wątek występuje w większości opowiadań, choć nie we wszystkim. Widoczne jest także, jak we wspomnianych wyżej powieściach Gaskell, pewne feministyczne zacięcie.

sobota, 20 sierpnia 2016

Czas na PIKNIK! Ale dopiero za tydzień



Dzisiaj wypada termin kolejnego Pikniku z klasyką - tym razem z Elizabeth Gaskell i jej opowieściami z dreszczykiem. Niestety z przyczyn od nas niezależnych byłyśmy z Pyzą zmuszone go przełożyć. Na sierpniowy Piknik zapraszamy za tydzień. Miłego weekendu - z książką oczywiście!


środa, 20 lipca 2016

PIKNIKI Z KLASYKĄ: Ojciec Brown, przodek detektywów w sutannie



Przyznam się, że nie wiem, jak łatwo bądź trudno jest znaleźć opowiadania o księdzu Brownie w przekładzie na język polski. Z czystego lenistwa - mamy przecież wakacje - zamiast do biblioteki od razu udałam się na stronę Project Gutenberg i ściągnęłam na czytnik pierwszy z pięciu tomów opowiadań G.K. Chestertona o duchownym-detektywie, "The Innocence of Father Brown" (czyli "Niewinność księdza Browna"). Później Wikipedia poinformowała mnie, że tłumaczenia owszem były, ale bardzo dawno, w latach dwudziestych, a w 1969 ukazał się przekład kompilacji pod tytułem "Przygody księdza Browna", z czego wynika, że tak czy owak najpewniejszym sposobem na zaznajomienie się z tą postacią jest sięgnięcie po oryginał.

poniedziałek, 20 czerwca 2016

PIKNIKI Z KLASYKĄ: Skrawki dzieciństwa: Tove Jansson, "Córka rzeźbiarza"


Pierwszy raz się zdarza, że w cyklu Pikników z klasyką mamy nowość (no, prawie nowość) wydawniczą. Chociaż "Córka rzeźbiarza" ukazała się w Polsce dopiero w tym roku, nie miałyśmy wątpliwości, że mieści się w obszarze tematycznym naszych Pikników, właściwie ten fakt w ogóle nie został poddany dyskusji. Bo chyba nikt nie ma wątpliwości, że "Muminki" to klasyka, a skoro tak, ten termin rozciąga się też na pozostałą twórczość literacką ich autorki: znacznie mniej znaną, co nie znaczy jednak mniej wartą poznania.

"Córka rzeźbiarza" to proza całkowicie odrębna od "Muminków", chociaż moim zdaniem wyczuwa się w niej tajemniczo-poetycki muminkowy klimat, ten spod znaku Włóczykija. Jest to zbiór krótkich opowiadań w całości również nieobszerny, bo liczący zaledwie około 150 stron, przenoszący czytelnika do krainy dzieciństwa Tove Jansson, bo opowiadania te mają charakter autobiograficzny. Nie jest to jednak w żadnym razie usystematyzowana biografia autorki, raczej zbiór impresji, malarskich kadrów z okresu jej dzieciństwa.

piątek, 20 maja 2016

PIKNIKI Z KLASYKĄ: O sprawczej mocy ceramiki, czyli „W pajęczynie życia” (a.k.a. „Dzban ciotki Becky”) L.M. Montgomery



Nie będę tego ukrywać: po przeczytaniu „Dzbana...” – a właściwie w trakcie lektury – stało się dla mnie jasne, dlaczego jest to jedna z mniej znanych powieści Lucy Maud Montgomery. Są tacy pisarze, których darzymy tak wielkim sentymentem, że wybaczamy im znacznie więcej niż innym, i nawet jeśli czytaniu ich książek towarzyszy pobłażliwy uśmieszek albo nawet uczucie lekkiego zażenowania, to i tak z przyjemnością do nich wracamy. Dla mnie taką pisarką jest bez wątpienia L.M.M. Wybaczam jej rozwiązania fabularne „Błękitnego zamku”, których nie powstydziłaby się brazylijska opera mydlana, wybaczam cudowną (dosłownie) sekwencję wydarzeń, która uwolniła Ewę (Leslie) Moore w „Wymarzonym domu Ani” i co jakiś czas mam ochotę przypomnieć sobie te książki. Ale nie sądzę, żebym kiedyś miała jeszcze ochotę wrócić do „W pajęczynie życia”. W tym przypadku uczucie zażenowania zdecydowanie przeważyło nad pobłażliwym uśmieszkiem. Krótko mówiąc – polecam wyłącznie badaczom dorobku literackiego L.M.M. (w takim ujęciu lektura jest interesująca, bo można wyłowić motywy powtarzające się w całej twórczości pisarki). Tym, którzy nigdy nie poznali Ani Shirley, zdecydowanie odradzam.

niedziela, 24 kwietnia 2016

Czy Jane Eyre powinna być bardziej jak Jane Fairfax?

Ostatni tydzień był pełen literackich rocznic. Najhuczniej obchodzoną – wczoraj, w Światowym Dniu Książki – było 400-lecie śmierci Szekspira, które przyćmiło równie okrągłą rocznicę śmierci Cervantesa (choć to właśnie data jego śmierci ma więcej wspólnego z genezą tego święta) i zupełnie nieokrągłą rocznicę urodzin Nabokowa, przypadającą dzień wcześniej.  Przyznam się, że bardziej przemawia do mnie upamiętnianie wielkich twórców w rocznice ich urodzin – to przecież ich życie, a nie śmierć, dało nam owe wspaniałe dzieła, którymi możemy do dziś się zachwycać  ale najlepiej, jeśli jest to okrągły jubileusz. Dlatego rocznicą, którą uhonoruję wpisem na Czytam to i owo... jest dwustulecie urodzin Charlotte Brontë, które wypadło w ubiegły czwartek, 21kwietnia. Przyłączam się tym samym do akcji prowadzonej przez Pyzę i Ćmę książkową: Dwieście tekstów na dwustulecie, czyli literackie urodziny Charlotty Bronte.





  

środa, 20 kwietnia 2016

PIKNIKI Z KLASYKĄ: Prus kronikarz

Zgodnie z zapowiedzią nasz kwietniowy Piknik z klasyką to spotkanie z Bolesławem Prusem - w jego wcieleniu publicystycznym. Prus pisał Kroniki przez 38 lat, zaczął w 1874 r. od felietonów ukazujących się w Kolcach i w Niwie. Przez kilkanaście lat publikował tygodniowe kroniki w Kurierze Warszawskim, przez kolejnych kilkanaście w Kurierze Codziennym, współpracując również z innymi periodykami. Jego ostatnią publicystyczną przystanią został - w roku 1905 - Tygodnik Ilustrowany. Obecnie w bibliotekach i antykwariatach można znaleźć kilka wyborów Kronik Prusa. Monumentalnego dzieła opracowania wszystkich tekstów publicystycznych Bolesława Prusa podjął się prof. Zygmunt Szweykowski; opracowanie to, w dwudziestotomowej edycji było wydawane przez PIW począwszy od lat 50. Ponieważ nie udało nam się zdobyć tego samego wydania, a ponadto oczywiście nawet nie marzyłyśmy w tej chwili o zapoznaniu się z całym dorobkiem kronikarskim Bolesława Prusa, dokonałyśmy z Pyzą skromnego wyboru z wyboru i do naszych celów piknikowych zapoznałyśmy się z dziesięcioma tekstami:

środa, 6 kwietnia 2016

Po porodzie. Recenzja książki "Od urodzenia" Elisy Albert


Czy wiecie, którą mamy obecnie falę feminizmu? Zdaje się, że trzecią, głowy nie dam, bo chociaż nie mam problemu z określeniem siebie jako feministki, nie jestem specjalistką od teorii feministycznej (kwestię czym jest feminizm pozostawmy chwilowo nierozstrzygniętą). Jest nią za to Ari, bohaterka powieści Elisy Albert „Od urodzenia” (tytuł oryginalny „After Birth”). Ari to feministka zawodowa, feministycznie wykształcona – pracuje nad doktoratem z dziedziny studiów kobiecych. A właściwie przestała nad nim pracować, nawet zanim zdążyła obrać temat, tylko jeszcze nie ma odwagi się do tego przyznać przed sobą, o promotorce nie wspominając. Nie znaczy to, że osłabł zapał feministyczny Ari, problemem jest zapał do pracy naukowej. Żyjemy w świecie, w którym wiele kobiet wciąż pozbawionych jest nawet tego, co wywalczyły kobiety pokolenia naszych prababek – sufrażystki, czyli feministki pierwszej fali. Jednak Ari jest moim zdaniem przedstawicielką feminizmu, który pożera własny ogon. Właśnie konfrontuje się z ostatecznym doświadczeniem kobiecości, macierzyństwem, i zmaga się z depresją poporodową. A raczej rozpacza nad tym, że nie danej jej było skonfrontować się z nim tak, jak to sobie obmyśliła (dziecko przyszło na świat przez cesarskie cięcie, a nie siłami natury), a z depresją nie tyle zmaga się, ile się w niej pławi.

wtorek, 5 kwietnia 2016

Przedświątecznie po świętach, czyli o przygotowaniach wielkanocnych 141 lat temu


Jeżeli śledzicie nasze Pikniki z klasyką to wiecie, że w maju czytamy Kroniki Bolesława Prusa, czyli jego felietony ukazujące się w prasie na przestrzeni prawie 40 lat. Fragment podrzucam już dziś. Ten wpis najbardziej na czasie byłby w Wielkim Tygodniu, ale ponieważ Wielkanoc i przedświąteczne przygotowania wciąż mamy świeżo w pamięci, zamiast czekać do przyszłego roku, podzielę się nim z Wami dzisiaj. Tak pisał Bolesław Prus w Kurierze Warszawskim w roku 1875 (Nr 64 i 65; dn. 23 i 24 marca):