sobota, 20 sierpnia 2016

Czas na PIKNIK! Ale dopiero za tydzień



Dzisiaj wypada termin kolejnego Pikniku z klasyką - tym razem z Elizabeth Gaskell i jej opowieściami z dreszczykiem. Niestety z przyczyn od nas niezależnych byłyśmy z Pyzą zmuszone go przełożyć. Na sierpniowy Piknik zapraszamy za tydzień. Miłego weekendu - z książką oczywiście!


środa, 20 lipca 2016

PIKNIKI Z KLASYKĄ: Ojciec Brown, przodek detektywów w sutannie



Przyznam się, że nie wiem, jak łatwo bądź trudno jest znaleźć opowiadania o księdzu Brownie w przekładzie na język polski. Z czystego lenistwa - mamy przecież wakacje - zamiast do biblioteki od razu udałam się na stronę Project Gutenberg i ściągnęłam na czytnik pierwszy z pięciu tomów opowiadań G.K. Chestertona o duchownym-detektywie, "The Innocence of Father Brown" (czyli "Niewinność księdza Browna"). Później Wikipedia poinformowała mnie, że tłumaczenia owszem były, ale bardzo dawno, w latach dwudziestych, a w 1969 ukazał się przekład kompilacji pod tytułem "Przygody księdza Browna", z czego wynika, że tak czy owak najpewniejszym sposobem na zaznajomienie się z tą postacią jest sięgnięcie po oryginał.

poniedziałek, 20 czerwca 2016

PIKNIKI Z KLASYKĄ: Skrawki dzieciństwa: Tove Jansson, "Córka rzeźbiarza"


Pierwszy raz się zdarza, że w cyklu Pikników z klasyką mamy nowość (no, prawie nowość) wydawniczą. Chociaż "Córka rzeźbiarza" ukazała się w Polsce dopiero w tym roku, nie miałyśmy wątpliwości, że mieści się w obszarze tematycznym naszych Pikników, właściwie ten fakt w ogóle nie został poddany dyskusji. Bo chyba nikt nie ma wątpliwości, że "Muminki" to klasyka, a skoro tak, ten termin rozciąga się też na pozostałą twórczość literacką ich autorki: znacznie mniej znaną, co nie znaczy jednak mniej wartą poznania.

"Córka rzeźbiarza" to proza całkowicie odrębna od "Muminków", chociaż moim zdaniem wyczuwa się w niej tajemniczo-poetycki muminkowy klimat, ten spod znaku Włóczykija. Jest to zbiór krótkich opowiadań w całości również nieobszerny, bo liczący zaledwie około 150 stron, przenoszący czytelnika do krainy dzieciństwa Tove Jansson, bo opowiadania te mają charakter autobiograficzny. Nie jest to jednak w żadnym razie usystematyzowana biografia autorki, raczej zbiór impresji, malarskich kadrów z okresu jej dzieciństwa.

piątek, 20 maja 2016

PIKNIKI Z KLASYKĄ: O sprawczej mocy ceramiki, czyli „W pajęczynie życia” (a.k.a. „Dzban ciotki Becky”) L.M. Montgomery



Nie będę tego ukrywać: po przeczytaniu „Dzbana...” – a właściwie w trakcie lektury – stało się dla mnie jasne, dlaczego jest to jedna z mniej znanych powieści Lucy Maud Montgomery. Są tacy pisarze, których darzymy tak wielkim sentymentem, że wybaczamy im znacznie więcej niż innym, i nawet jeśli czytaniu ich książek towarzyszy pobłażliwy uśmieszek albo nawet uczucie lekkiego zażenowania, to i tak z przyjemnością do nich wracamy. Dla mnie taką pisarką jest bez wątpienia L.M.M. Wybaczam jej rozwiązania fabularne „Błękitnego zamku”, których nie powstydziłaby się brazylijska opera mydlana, wybaczam cudowną (dosłownie) sekwencję wydarzeń, która uwolniła Ewę (Leslie) Moore w „Wymarzonym domu Ani” i co jakiś czas mam ochotę przypomnieć sobie te książki. Ale nie sądzę, żebym kiedyś miała jeszcze ochotę wrócić do „W pajęczynie życia”. W tym przypadku uczucie zażenowania zdecydowanie przeważyło nad pobłażliwym uśmieszkiem. Krótko mówiąc – polecam wyłącznie badaczom dorobku literackiego L.M.M. (w takim ujęciu lektura jest interesująca, bo można wyłowić motywy powtarzające się w całej twórczości pisarki). Tym, którzy nigdy nie poznali Ani Shirley, zdecydowanie odradzam.

niedziela, 24 kwietnia 2016

Czy Jane Eyre powinna być bardziej jak Jane Fairfax?

Ostatni tydzień był pełen literackich rocznic. Najhuczniej obchodzoną – wczoraj, w Światowym Dniu Książki – było 400-lecie śmierci Szekspira, które przyćmiło równie okrągłą rocznicę śmierci Cervantesa (choć to właśnie data jego śmierci ma więcej wspólnego z genezą tego święta) i zupełnie nieokrągłą rocznicę urodzin Nabokowa, przypadającą dzień wcześniej.  Przyznam się, że bardziej przemawia do mnie upamiętnianie wielkich twórców w rocznice ich urodzin – to przecież ich życie, a nie śmierć, dało nam owe wspaniałe dzieła, którymi możemy do dziś się zachwycać  ale najlepiej, jeśli jest to okrągły jubileusz. Dlatego rocznicą, którą uhonoruję wpisem na Czytam to i owo... jest dwustulecie urodzin Charlotte Brontë, które wypadło w ubiegły czwartek, 21kwietnia. Przyłączam się tym samym do akcji prowadzonej przez Pyzę i Ćmę książkową: Dwieście tekstów na dwustulecie, czyli literackie urodziny Charlotty Bronte.





  

środa, 20 kwietnia 2016

PIKNIKI Z KLASYKĄ: Prus kronikarz

Zgodnie z zapowiedzią nasz kwietniowy Piknik z klasyką to spotkanie z Bolesławem Prusem - w jego wcieleniu publicystycznym. Prus pisał Kroniki przez 38 lat, zaczął w 1874 r. od felietonów ukazujących się w Kolcach i w Niwie. Przez kilkanaście lat publikował tygodniowe kroniki w Kurierze Warszawskim, przez kolejnych kilkanaście w Kurierze Codziennym, współpracując również z innymi periodykami. Jego ostatnią publicystyczną przystanią został - w roku 1905 - Tygodnik Ilustrowany. Obecnie w bibliotekach i antykwariatach można znaleźć kilka wyborów Kronik Prusa. Monumentalnego dzieła opracowania wszystkich tekstów publicystycznych Bolesława Prusa podjął się prof. Zygmunt Szweykowski; opracowanie to, w dwudziestotomowej edycji było wydawane przez PIW począwszy od lat 50. Ponieważ nie udało nam się zdobyć tego samego wydania, a ponadto oczywiście nawet nie marzyłyśmy w tej chwili o zapoznaniu się z całym dorobkiem kronikarskim Bolesława Prusa, dokonałyśmy z Pyzą skromnego wyboru z wyboru i do naszych celów piknikowych zapoznałyśmy się z dziesięcioma tekstami:

środa, 6 kwietnia 2016

Po porodzie. Recenzja książki "Od urodzenia" Elisy Albert


Czy wiecie, którą mamy obecnie falę feminizmu? Zdaje się, że trzecią, głowy nie dam, bo chociaż nie mam problemu z określeniem siebie jako feministki, nie jestem specjalistką od teorii feministycznej (kwestię czym jest feminizm pozostawmy chwilowo nierozstrzygniętą). Jest nią za to Ari, bohaterka powieści Elisy Albert „Od urodzenia” (tytuł oryginalny „After Birth”). Ari to feministka zawodowa, feministycznie wykształcona – pracuje nad doktoratem z dziedziny studiów kobiecych. A właściwie przestała nad nim pracować, nawet zanim zdążyła obrać temat, tylko jeszcze nie ma odwagi się do tego przyznać przed sobą, o promotorce nie wspominając. Nie znaczy to, że osłabł zapał feministyczny Ari, problemem jest zapał do pracy naukowej. Żyjemy w świecie, w którym wiele kobiet wciąż pozbawionych jest nawet tego, co wywalczyły kobiety pokolenia naszych prababek – sufrażystki, czyli feministki pierwszej fali. Jednak Ari jest moim zdaniem przedstawicielką feminizmu, który pożera własny ogon. Właśnie konfrontuje się z ostatecznym doświadczeniem kobiecości, macierzyństwem, i zmaga się z depresją poporodową. A raczej rozpacza nad tym, że nie danej jej było skonfrontować się z nim tak, jak to sobie obmyśliła (dziecko przyszło na świat przez cesarskie cięcie, a nie siłami natury), a z depresją nie tyle zmaga się, ile się w niej pławi.

wtorek, 5 kwietnia 2016

Przedświątecznie po świętach, czyli o przygotowaniach wielkanocnych 141 lat temu


Jeżeli śledzicie nasze Pikniki z klasyką to wiecie, że w maju czytamy Kroniki Bolesława Prusa, czyli jego felietony ukazujące się w prasie na przestrzeni prawie 40 lat. Fragment podrzucam już dziś. Ten wpis najbardziej na czasie byłby w Wielkim Tygodniu, ale ponieważ Wielkanoc i przedświąteczne przygotowania wciąż mamy świeżo w pamięci, zamiast czekać do przyszłego roku, podzielę się nim z Wami dzisiaj. Tak pisał Bolesław Prus w Kurierze Warszawskim w roku 1875 (Nr 64 i 65; dn. 23 i 24 marca):





niedziela, 20 marca 2016

PIKNIKI Z KLASYKĄ": Prowincjonalne misteczko "Middlemarch" George Eliot





Przyznam się, że "Middlemarch" to mój pierwszy kontakt z twórczością George Eliot - tylko po części satysfakcjonujący. Tu muszę się przyznać również do drugiej rzeczy: nie skończyłam jeszcze lektury i w chwili, gdy czytacie ten tekst, ja wciąż tkwię w prowincjonalnym angielskim miasteczku na przełomie lat 20. i 30. XIX w.* Po pierwsze przewidziałam zbyt mało czasu na przeczytanie tej, jednak bardzo obszernej, powieści, a po drugie - zbyt późno zorientowałam się, że nie mam skąd zdobyć polskiego przekładu i jestem zmuszona czytać "Middlemarch" w oryginale. Tutaj czekała mnie kolejna niemiła niespodzianka. O ile do tej pory angielska dziewiętnastowieczna literatura nie sprawiała mi poważniejszych trudności językowych, przez prozę George Eliot brnę jak po grudzie. Jej złożone zdania są dla mnie na tyle zawiłe, że nawet jeśli rozumiem każdą poszczególną frazę, to złożenie ich wszystkich i wydobycie ogólnego sensu zdania sprawia mi niekiedy spore problemy. Poza tym Eliot pisze bardzo rozwlekle, a jej nieskończenie długie akapity potrafią być nużące i, nie potrafię tego ukryć, po prostu nudne. Nie oznacza to, że tak właśnie określiłabym całą powieść - "Middlemarch" nie jest nudne, ale jest to książka, która może sprawić czytelnikowi, a zwłaszcza nie-Brytyjczykowi, spore trudności. Wikipedia poinformowała mnie, że Virginia Woolf określiła "Middlemarch" jako "jedną z niewielu angielskich powieści napisanych dla ludzi dorosłych". Nawet jeśli nie całkiem zgadzam się z tą opinią, to wcale mnie ona nie dziwi - wszystko w tej powieści sugeruje, że mamy do czynienia z poważnym dziełem dla poważnych czytelników: począwszy od męskiego pseudonimu autorki (naprawdę Mary Ann Evans), poprzez poważny, skomplikowany język (przebłyski humoru pojawiają się od czasu do czasu, ale nie nadają tonu stylowi powieści), rozmach dzieła, głębię i złożoną tematykę.

środa, 2 marca 2016

Krótka literacko-filmowa historia walca.* Część I





Początek był taki:

Znowu zaczął się taniec i przez czas jakiś zabawialiśmy się splataniem i rozplataniem ramion. Z jakimże powabem, z jaką lekkością poruszała się! A gdy przyszło do walca i zaczęliśmy się toczyć dokoła siebie, niby dwie kule, szło nam zrazu nieskładnie, gdyż większość tańczących nie umiała tańczyć walca, z czego powstał pewien zamęt. Uczyniliśmy roztropnie i pozwoliliśmy się im wyhasać. Gdy najniezdarniejsi usunęli się z pola, zaczęliśmy wirować i wraz z drugą parą, Audranem i jego danserką, trzymaliśmy się mężnie. Nigdy mi dotąd nie szło tak dobrze. Nie czułem się istotą ludzką. Trzymałem w objęciach niezrównane stworzenie, szalałem niby burza, miotająca się wokół i oto… na uczciwość powiadam ci, uczyniłem ślub, że nie zezwolę pod żadnym warunkiem, choćby szło o me własne życie, by dziewczyna, którą będę kochał, do której będę miał prawo, tańczyła walca z kimś innym poza mną. Wszak mnie rozumiesz!

Johann Wolfgang von Goethe, "Cierpienia młodego Wertera"
Tłum. Franciszek Mirandola

wtorek, 23 lutego 2016

Nowe hobby


W moim ogrodzie kwitną już pierwsze przebiśniegi, a ja znalazłam nowe hobby! I jedne, i drugie możecie zobaczyć na dzisiejszych zdjęciach. Pozwalam sobie zaprezentować to hobby tutaj, ponieważ łączy się z tematyką książkową.






 

niedziela, 21 lutego 2016

SZTUKA CZYTANIA: Sen na jawie


 *** Dante Gabriel Rossetti (1828-1882), "Sen na jawie" (1880) ***


Zielona suknia śniącej na jawie kobiety wtapia ją w otaczającą przyrodę. Do obrazu pozowała Jane Morris, muza artysty i prerafaelicki ideał kobiecego piękna. Jane była żoną przyjaciela Rossettiego, Williama Morrisa, ale z założycielem Bractwa Prerafaelitów łączył ją burzliwy romans. Gałązka wiciokrzewu, trzymana w jej smukłej dłoni o długich palcach (przypominającej dłonie Mony Lisy i Damy z gronostajem), może do tego sekretnego uczucia nawiązywać - wiciokrzew był w wiktoriańskiej Anglii symbolem miłości.

Dante Gabriel Rossetti był również poetą i niektórym z jego obrazów towarzyszą pisane przez artystę sonety. "Sen na jawie"  Rossetti opatrzył tym wierszem:

The thronged boughs of the shadowy sycamore
Still bear young leaflets half the summer through;
From when the robin 'gainst the unhidden blue
Perched dark, till now, deep in the leafy core,
The embowered throstle's urgent wood-notes soar
Through summer silence. Still the leaves come new;
Yet never rosy-sheathed as those which drew
Their spiral tongues from spring-buds heretofore.


Within the branching shade of Reverie
Dreams even may spring till autumn; yet none be
Like woman's budding day-dream spirit-fann'd.
Lo! tow'rd deep skies, not deeper than her look,
She dreams; till now on her forgotten book
Drops the forgotten blossom from her hand.




Pamiętacie o wyzwaniu "Zielona sukienka"?