piątek, 19 września 2014

Z MOJEJ PÓŁKI: Opactwo Northanger. "Natura obdarzyła je tak bogato, że wystarczy im korzystać z połowy tych bogactw."





To taki drobiazg, fraszka, błahostka. A trifle - jak mogłaby powiedzieć Jane Austen. Bardzo zabawna (naprawdę, polecam jako lekarstwo na chandrę i jesienne smutki) opowieść o młodej, głupiutkiej i naiwnej dziewczynie, która tak się zaczytała w gotyckich powieściach, że fikcja pomyliła jej się z życiem, co miało swoje konsekwencje - i śmieszne, i poważne. Owszem, w fabule znajdziemy słabe punkty, ale celność języka, wspaniale nakreślone postaci i słynny austenowski humor z nawiązką nam je wynagrodzą. Ktoś inny mógłby zrobić z tej historii pustą komedyjkę, albo jedynie dydaktyczną powiastkę: uważaj, co czytasz i jaki robisz z tego użytek; nie daj się ponieść wyobraźni. Ktoś inny mógłby z Catherine Morland zrobić irytującą głupią gęś. Mamy jednak do czynienia z dziełem mistrzyni, główna bohaterka została również wyposażona w przymioty, które czynią ją postacią wzbudzającą sympatię i zdecydowanie uroczą, a w powieści doszukamy się wielu warstw, jak zwykle zresztą u Austen. Bo chyba nikt nie ma wątpliwości, że Jane Austen nie mogła napisać powieści naprawdę błahej? No i Jane w "Opactwie Northanger" stworzyła Henry'ego Tilneya, a byłoby wielką stratą dla ludzkości, gdyby mężczyzna taki jak Henry nigdy nie istniał, choćby tylko na papierze (doprawdy, Darcy jest przereklamowany).

Interpretując "Opactwo Northanger", możemy podążyć kilkoma tropami. Poniżej, bardzo pobieżnie, zaznaczę najważniejsze z nich.

Trop pierwszy: Literackie credo Jane Austen. W "Opactwie...", pierwszej powieści przygotowanej przez Austen do druku (ostatecznie wydano ją dopiero po jej śmierci), pisarka obiera swoją literacką drogę, podążając w zupełnie innym kierunku niż jej "siostrzyce po piórze"*. W owym czasie ogromnie popularna wśród czytelników jest sentymentalna powieść grozy i czołowa przedstawicielka tego nurtu, Ann Radcliffe. Młoda Jane manifestuje swoją artystyczną niezależność. Odrzuca niesamowite zwroty akcji, egzotyczne, mroczne scenerie, sensacyjne zdarzenia i sekrety zabarwione horrorem. Ucieka się w tym celu do parodii, jej powieść zawiera wszystkie elementy znane z owych "gotyckich" powieści - a właściwie ich zaprzeczenie. Catherine nie jest bohaterką, a anty-bohaterką i przeżywa anty-przygody. Zamiast młodości upływającej w cieniu mrocznej tajemnicy przeżywa beztroskie dzieciństwo w szacownej rodzinie. Zamiast w daleką, pełną mrożących krew w żyłach przygód podróż wyjeżdża pod opieką znajomych do nudnego uzdrowiska, a niebezpieczeństwa, jakie tam na nią czyhają, to na przykład porwanie - na przejażdżkę powozem - przez niezbyt przyjemnego kolegę jej brata. A gdy wreszcie znajdzie się w starym opactwie, okaże się ono całkiem nowoczesną i wygodną siedzibą - zamiast szkieletu za zasłoną Catherine znajdzie tam spis rzeczy do prania. Takie będzie pisarstwo Jane Austen, wydarzenia zwykłego życia z jego radościami i rozczarowaniami. Komizm i dramat codzienności.

Jednak Austen "nie uznaje brzydkiego i niemądrego obyczaju, powszechnie przyjętego wśród powieściopisarzy, który polega na umniejszaniu wzgardliwą krytyką wartości dzieł, do których powstania sami się przyczyniają". Bierze w obronę powieść jako gatunek literacki i bardzo wyraźnie podkreśla jej wartość. Bo czym jest powieść? To "tylko utwór, który świadczy o talencie, utwór, w którym dogłębna znajomość natury ludzkiej i celne obrazy jej różnorakich odmian, polotu, żywego dowcipu i humoru przekazane są światu w najwyborniejszym języku". Dosyć to wszystko przewrotne: powieść przestrzegająca przed czytaniem, parodiująca i wyśmiewająca inne powieści, jednocześnie będąca afirmacją powieści jako gatunku. A mamy również taki cytat:
- [...] Ale pan na pewno wcale nie czyta powieści.
   - Czemu bym miał ich nie czytać?
   - Bo nie są one dla pana dosyć mądre. Panowie czytają lepsze książki.
   - Każdy, czy to dżentelmen, czy dama, kto nie znajduje przyjemności w dobrej powieści, musi być nie do wytrzymania głupi."
To fragment rozmowy Catherine i Henry'ego. Wcześniej John Thorpe - bufon, błazen i łowca posagu - wyparł się przed Catherine czytania powieści, jako rozrywki zbyt błahej dla mężczyzny. Stąd zapewne wziął się jej pomysł, że "panowie czytają lepsze książki". Taka jednak była ówcześnie powszechnie przyjęta opinia, powieść to co najwyżej rozrywka i to drugiej kategorii, dobra może dla kobiet, ale tylko dla nich. Nie możemy uciec przed pytaniem, czy to aby nie właśnie dlatego, że odbiorcami powieści były głównie kobiety, a często również ich autorkami, tak małym poważaniem darzony był ten gatunek? To naprowadza nas na


trop drugi: Jane Austen a sprawa kobiet. Panna Austen nie była rewolucjonistką, nie miała zamiaru burzyć istniejącego porządku społecznego. Była jednak dzieckiem epoki Oświecenia, marzyła o świecie bardziej racjonalnym, sprawiedliwszym, lepszym. A to nie mogło się ziścić, dopóki oświecenie nie stanie się udziałem kobiet. Jego potrzeba nigdzie chyba nie została przez pisarkę bardziej dobitnie wyrażona, niż w "Opactwie Northanger".

Rozmowa Catherine i Henry'ego (uczestniczy w niej również jego siostra), której fragment powyżej przytoczyłam, jest ze wszech miar ciekawa. Rozmawia się nie tylko o literaturze, ale też o udręce (słowo Catherine) edukacji, malarskich walorach krajobrazu i polityce, od "której tylko jeden krok do milczenia". Catherine wstydzi się swojej ignorancji, a narratorka czyni spostrzeżenia, które cytowałam w poprzednim poście. W toku konwersacji Henry zostaje nakłoniony do wygłoszenia następującej uwagi:
"Panno Morland, nikt nie może mieć wyższego mniemania o rozumie kobiet niż ja. W moim przekonaniu natura obdarzyła je tak bogato, że wystarczy im korzystać z połowy tych bogactw."
Nie miejmy Henry'emu za złe tej ironicznej deklaracji. Po pierwsze włożyła ją w jego usta kobieta, a po drugie: ma rację. Henry (zostawmy ironię) słusznie zauważa, że kobiety nie są dotknięte wrodzonym brakiem zdolności intelektualnych (stwierdzenie bardzo postępowe, jak na owe czasy). One ich nie wykorzystują. Dlaczego? Bo ani ich tego nie uczono, ani się tego od nich nie oczekuje. Edukacja kobiet obejmowała tylko to, dzięki czemu zdobędą męża, a potem będą mogły wytwornie zabawiać gości i prowadzić dom. Te najgruntowniej edukowane, jak Julia i Maria Bertram z "Mansfield Park", mogły nauczyć się głównych rzek Rosji, ale nikt nie uczył ich myślenia. Ono nie było potrzebne, żeby zapewnić sobie opiekę mężczyzny, a nawet, jak gorzko zauważa Austen, całkiem niepożądane. Głupiutka Catherine wierzy we wszystko, co słyszy od innych, nigdy nie podaje w wątpliwość cudzych opinii. Oczekuje, że ktoś ją poinstruuje, co ma myśleć o sprawach tak różnych, jak niezrozumiałe dla niej zachowanie przyjaciółki i piękno - bądź jego brak - krajobrazu, który ma przed oczami. Catherine oczekuje tego od Henry'ego, którego podziwia, choć rzadko kiedy jest w stanie zrozumieć. On jednak, mimo że duchowny, mężczyzna i starszy (od niej), odmawia (zazwyczaj) przyjęcia roli moralnego i intelektualnego mentora. Nie dlatego, że chce zachować Catherine w stanie ignorancji. Henry nie należy ani do tych mężczyzn, dla których "głupota kobiety niezwykle podnosi jej urok osobisty", ani do tych "zbyt rozsądnych i zbyt wykształconych, by szukać w kobiecie czegokolwiek więcej nad ignorancję" (nie jest też oczywiście mizoginem). Henry opiera się pokusie kształtowania młodego umysłu na własne podobieństwo, odmawia objaśniania świata Catherine po to, żeby nauczyła się myśleć s a m o d z i e l n i e. I to mu się udaje.

I tu natrafiamy na trop trzeci: Wkraczanie w dorosłość. Bo przecież dorosłość to zdolność do rozumienia i oceniania tego, co się wokół nas dzieje i podejmowania właściwych decyzji w oparciu o własny rozsądek. Podróż Catherine z domu do Bath, Northanger i z powrotem okazała się dużo dalszą, niż ekscytujące podróże bohaterek czytywanych przez nią gotyckich powieści. Podczas niej z naiwnej dziewczynki Catherine zmieniła się w racjonalnie myślącą kobietę.

To wszystko (i dużo, dużo więcej) znajdziemy w "Opactwie Northanger", tej najbardziej błahej powieści Jane Austen, opisane lekko, wdzięcznie i błyskotliwie. A kto nie rozumie jeszcze, dlaczego tak lubię Henry'ego Tilneya pomimo wygłaszanych przez niego opinii na temat kobiet, ten po prostu musi sięgnąć po książkę.





Oczywiście "Opactwo Northanger", jak wszystkie powieści Jane Austen, doczekało się ekranizacji. Zapewne niejednej, ja obejrzałam wersję z 2007 roku w reżyserii Jona Jonesa, według scenariusza Andrew Daviesa (który jest znany z ekranizacji klasyki, również Austen), zrealizowaną dla brytyjskiej telewizji ITV. Naturalnie w tej wersji "Opactwo..." jest tylko lekką komedyjką, ale jako telewizyjna rozrywka się broni, głównie za sprawą świetnie dobranej obsady.

*** JJ Feild i Felicity Jones jako Henry i Catherine,
"Northanger Abbey" (2007), źródło: fanpop.com ***
Felicity Jones jako Catherine jest słodka, uroczo naiwna i śliczna, a JJ Feild jest dokładnie takim Henrym, jakiego opisała Jane Austen ("[he had] a very intelligent and lively eye, and, if not quite handsome, was very near it"). Również Catherine Walker dobrze wypadła w roli poważnej Eleanor Tilney. Carey Mulligan jako Isabella Thorpe, jest nieco zbyt... wydekoltowana, to po pierwsze, wystarczy jedno spojrzenie na jej dekolt, żeby wiedzieć o niej wszystko. Po drugie, przez jej sztuczną słodycz zbyt wyraźnie przebija fałsz i obawiam się, że nawet osoba tak naiwna jak Catherine Morland mogłaby podejrzewać, że coś jest nie tak.

Twórcy ekranizacji dosyć nonszalancko obeszli się z materiałem literackim, odchodząc od pierwowzoru i inaczej rozmieszczając akcenty (i upraszczając, rzecz jasna), a niekiedy popuszczając wodze fantazji. W rezultacie powstał film nie o dojrzewaniu w sensie intelektualnym, ale o dojrzewaniu... w zupełnie innym aspekcie. Scena w wannie jest całkiem zabawna, ale sądzę, że Jane przewraca się w grobie. Choć po namyśle wydaje mi się jednak, że ją może też by rozbawiła. Film trwa niespełna 90 min. Szkoda, bo dodatkowe pół godziny pozwoliłoby lepiej poprowadzić akcję, zwłaszcza w końcówce. A ja chętnie pooglądałabym przez kolejne 30 min. te śliczne sukienki, płaszczyki, spencerki i kapelusze.

---
* Wszystkie cytaty w tłumaczeniu A. Przedpełskiej-Trzeciakowskiej. Jane Austen, "Opactwo Northanger", Oxford Educational, seria Klasyka Romansu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz.