poniedziałek, 10 listopada 2014

Pamiętniki Lucy Maud Montgomery

"Jeden z recenzentów - pisze Lucy Maud Montgomery w swoim dzienniku 15 października 1908 r. - stwierdza: "ta książka ["Ania z Zielonego Wzgórza"] promieniuje szczęściem i optymizmem". Kiedy pomyślę o troskach, smutku i strapieniach, które towarzyszyły jej powstawaniu, dziwię się temu. Dzięki Bogu, potrafię oddzielić ciemne strony mego życia od mojej pracy. Nie chciałabym rzucać cienia na życie innych - chcę być zwiastunką optymizmu i słońca."

*** Zakręty na drodze (życiowej) z ciekawością i wyczekiwaniem witała optymistka Ania Shirley ***


"Krajobraz dzieciństwa" i "Uwięziona dusza" to polska edycja "The Selected Journals of L.M. Montgomery - Volume 1". "Krajobraz dzieciństwa" obejmuje lata 1889-1897, "Uwięziona dusza" - 1898-1910, a więc w sumie okres od 15 do 35 roku życia L.M.M. "Krajobraz..." rozpoczyna się wesołą paplaniną piętnastolatki, drugą książkę kończą zapiski uznanej już autorki, mającej w swoim dorobku trzy bestsellerowe powieści - uznanej autorki, lecz nie kobiety szczęśliwej i spełnionej. Nie znałam wcześniej tych pamiętników (właściwie są to dzienniki, ale "Nasza Księgarnia" wydała je jako "Pamiętniki") - więc tym razem nie jest to powrót do "L.M.M. po latach" - przede wszystkim dlatego, że kiedy ukazały się w Polsce, od dawna uważałam, że z książek L.M.M. już wyrosłam (jak się teraz okazuje - sądziłam tak całkiem niesłusznie).

Wydawnictwo "Nasza Księgarnia" postanowiło nadać tym książkom szatę graficzną jednoznacznie sugerującą, że powinny się znaleźć na półkach z literaturą dziecięcą, i rzeczywiście aby je wypożyczyć z lokalnej biblioteki musiałam się udać do oddziału dla dzieci. Nie jest to jednak lektura, którą należałoby polecać dzieciom. Oczywiście nie dlatego, że jest w nich coś gorszącego - L.M.M. prowadziła bardzo przykładne, "grzeczne" życie, sumiennie spełniając obowiązki wobec rodziny i społeczeństwa. Ale nie trzeba być geniuszem, żeby zorientować się, że osobisty dziennik kobiety trzydziestoparoletniej niekoniecznie zawiera treści, które mogą być zrozumiane i docenione przez dwunastolatkę, choćby nawet owa kobieta zajmowała się pisaniem wesołych opowiastek dla młodych dziewcząt. Z czystym sumieniem mogę natomiast polecić pamiętniki L.M.M. wszystkim dorosłym wielbicielom jej twórczości - ale nie tylko im, także wszystkim tym, którzy lubią zaglądać pod podszewkę cudzego życia. Brzmi to może niezbyt szlachetnie, ale w tym przypadku możemy się czuć rozgrzeszeni - bo można te książki potraktować po prostu jako poruszający zapis życia kobiety, obraz zwykłego, monotonnego życia wypełnionego pracą, obowiązkami, zachwytem, małymi radościami i większymi smutkami, i fakt, że chodzi o życie słynnej pisarki może być bez znaczenia (choć niewątpliwie wpływa na literacką formę dzienników).


Jeśli zna się powieści L.M.M., ale nie wie nic o jej biografii, lektura jej pamiętników będzie zaskoczeniem. Życie L.M.M. nie było tak słoneczne, jak można by sądzić na podstawie pisanych przez nią książek.
Czytając jej osobiste zapiski, zobaczymy w nich Anię Shirley, ale możemy też zauważyć, skąd się wzięły te mroczniejsze pokłady nieszczęść, rozczarowań i zawiedzionych nadziei, pulsujące jak lawa pod powierzchnią jej "promieniujących szczęściem i optymizmem" książek, które tu i ówdzie wydostają się na powierzchnię, przeważnie za sprawą postaci epizodycznych. Pamiętnik nastoletniej Maud (prywatnie nigdy nie używała swojego pełnego imienia), mieszkającej u dziadków w Cavendish na Wyspie Księcia Edwarda, czyta się tak, jakby jego autorką była sama Ania Shirley. Widać w nim inteligentną, wrażliwą dziewczynę, obdarzoną nieprzeciętną wyobraźnią, zamiłowaniem do czytania i nauki i ambicjami literackimi. A przy tym wesołą i łaknącą towarzystwa trzpiotkę, może trochę mniej dojrzałą niż Ania w jej wieku. Te strony są zapełnione przede wszystkim wydarzeniami z życia szkolnego i mam wrażenie, że panna Gordon, nauczycielka w Cavendish, została potem uwieczniona jako ulubiona nauczycielka Ani Shirley, Mollie jako Diana Barry, a szkolny kolega Nate - jedyna osoba w Cavendish, którą tak jak Maud interesowały książki, użyczył przynajmniej kilku swoich cech młodemu Gilbertowi Blythe'owi. Maud czasem wspomina o przykrościach i ograniczeniach swojego życia, ale nie ma w tych notatkach rozgoryczenia i smutku. Inaczej opisze ten czas po latach, kiedy w pamiętniku będzie wracać we wspomnieniach do dzieciństwa. Wtedy odmaluje obraz dziecka samotnego, niezrozumianego przez najbliższych i wiecznie głodnego emocjonalnie. Trudno oprzeć się wrażeniu, że L.M.M. nadała Ani Shirley nie tylko wiele cech własnego charakteru, ale obdarzyła jej życie również tym wszystkim, czego w swoim nie mogła doświadczyć.

Chociażby droga do zdobycia wykształcenia dla Maud okazała się dużo bardziej wyboista niż dla Ani, nigdy też nie udało się jej zdobyć tytułu naukowego - po uzyskaniu kwalifikacji nauczycielskich i odłożeniu nieco oszczędności, mogła sobie pozwolić tylko na roczny specjalny kurs na Uniwersytecie Dalhousie w Halifaksie. (Dygresja: mniej więcej w tym samym czasie Maria Skłodowska musiała wyjechać do Paryża, by się kształcić, bo polskie uniwersytety nie przyjmowały wówczas kobiet. Jak widać Kanada była bardziej postępowa.) Nie chcę w tym miejscu streszczać życiorysu L.M.M., ale śledząc jej życie rok po roku byłam zdumiona, że było ono tak trudne. Maud co prawda straciła matkę w wieku dwóch lat, ale miała żyjącego ojca. Oboje jej rodzice pochodzili z dobrych rodzin (czym Maud zresztą bardzo się szczyciła), dziadek ze strony ojca był senatorem, dziadkowie ze strony matki, którzy ją wychowywali, prowadzili urząd pocztowy i materialnie raczej dobrze im się powodziło, L.M.M. miała również cały zastęp dalszych krewnych. Jednak o wszystko musiała walczyć sama i zdobywać to wielkim wysiłkiem.

Życie uczuciowe L.M.M. również nie ułożyło się pomyślnie. W momencie, w którym kończy się "Uwięziona dusza" wiedzie samotne i monotonne życie w Cavendish, opiekując się babcią (uważa, że opieka nad babcią aż do jej śmierci jest jej obowiązkiem - choć babcia ma pięcioro żyjących dzieci i wiele innych wnucząt, nikt jej w tym obowiązku nie pomaga). Jest wówczas narzeczoną pastora Ewena Macdonalda, ale decyzja o przyjęciu jego oświadczyn wypływała raczej z poczucia samotności, a nie z gorącego uczucia, a później okaże się bardzo niefortunna (ale w tym miejscu wybiegam w przyszłość). Jako młoda dziewczyna Maud była atrakcyjna, lubiana wszędzie, gdzie się pojawiła i nie brakowało jej adoratorów. Wyznawano jej miłość, kilkakrotnie proponowano małżeństwo. Jedne z tych oświadczyn przyjęła i zaraz zorientowała się, że popełniła błąd. Zerwanie zaręczyn okazało się bardzo trudne i bolesne. Mniej więcej w tym samym czasie sama zakochała się namiętnie w innym mężczyźnie, którego jednak nie uważała za odpowiedniego kandydata na męża i uznała, że musi zdusić w sobie to uczucie. Życie jest sztuką wyboru i nigdy się nie dowiemy, czy wybraliśmy dobrze. Czy żałowała, że odtrąciła uczucia szkolnego kolegi i innych chłopców, którzy w następnych latach wyznawali jej miłość? Jeżeli tak było, jej pamiętnik o tym milczy. Ale być może właśnie dlatego w jej twórczości tak często pojawia się motyw dawnej, utraconej miłości, odzyskanej po latach?

Te gwałtowne przeżycia bardzo Maud wyczerpały i chyba właśnie od czasu owych nieszczęsnych zaręczyn zaczęła ją nawiedzać zmora, która nie opuściła jej już do końca życia. L.M.M. bardzo sugestywnie opisuje stany wielkiego psychicznego cierpienia, spadające na nią nagle, bez przyczyny, całkowicie pozbawiające ją sił i zdolności do normalnego funkcjonowania. Dziś nazywamy takie stany depresją, mamy na nie leki i terapeutów, i przyzwolenie społeczne. Maud musiała zmagać się z nimi samotnie i ukrywać je przed światem.

Jeżeli chodzi o formę tych pamiętników/dzienników, to są pisane w typowo "aniowo-emilkowym" stylu. Irytuje mnie maniera pisania bardzo wielu wyrażeń w cudzysłowie (coś, czego wybitnie nie lubię) i podkreśleń (rozstrzelony druk). Maud równie często zachwyca się klonowymi zagajnikami, szemrzącymi strumieniami i zachodami słońca co jej bohaterki (choć może jeszcze częściej wzdraga się na myśl o śnieżycach i wichurach, które odetną ją od świata).  Początkowo dziennik stanowią bieżące zapiski, w późniejszych latach wpisy pojawiają się mniej regularnie, L.M.M. coraz częściej wraca też do wydarzeń z przeszłości, analizuje je i snuje długie wspomnienia.  Z pamiętników można też wyłowić frazy bądź sytuacje, których L.M.M. użyje później w swoich książkach, niemal w tym samym brzmieniu. Ot, chociażby taki ustęp:
"W domu przeczytałam niezwykle przerażającą opowieść o duchach. Była po prostu makabryczna. Czytałam ją w łóżku, a gdy skończyłam, czy przypuszczasz, że mogłam wstać i zgasić światło? Ależ skąd!! I gdyby Kate M. nie przyszła o późnej porze, lampa paliłaby się do samego rana. Słysząc lekkie kroki Kate na schodach, zawołałam ją, wyjaśniłam moje kłopotliwe położenie i poprosiłam o zgaszenie światła. Gdybym chciała to zrobić sama, z pewnością coś złapałoby mnie za nogę w chwili kładzenia się z powrotem do łóżka."
Dokładnie taka sama "przygoda" przydarzyła się Izie (Philipie) Gordon w "Ani na uniwersytecie". Powiedzonko panny Kornelii o "ludziach, którzy znają Józefa" L.M.M. zaczerpnęła ze słownika swojej kuzynki i przyjaciółki Fredy. Również wiele z tych "przyrodozachwytczych" fraz z pamiętników znalazło się potem w powieściach. A kiedy Maud odrzuca awanse rozmaitych chłopców i młodych mężczyzn, to zachowuje się zupełnie tak samo jak Ania w "Ani na uniwersytecie".

Ta część pamiętników L.M.M. kończy się na początku lutego 1910 roku. I chociaż wiem, jak dalej potoczy się jej życie - niestety małżeństwo nie da jej szczęścia, a upragnione macierzyństwo przyniesie więcej trosk niż radości - to chętnie dowiedziałabym się o tym więcej od niej samej, w kolejnych częściach dzienników.


*** Okładka "Ani" z 1956 r. ***

---
Lucy Maud Montgomery, "Krajobraz dzieciństwa. Pamiętniki 1889-1897". Przekład: Ewa Horodyska. Nasza Księgarnia, Warszawa 1998.

Lucy Maud Montgomery, "Uwięziona dusza. Pamiętniki 1898-1910". Przekład: Ewa Horodyska. Nasza Księgarnia, Warszawa 1998. 

5 komentarzy:

  1. Masz jednego z najbardziej ciepłych i klimatycznych blogów książkowych jakie widziałam. :)
    Gratuluję serdecznie.

    A co do Montgomery - znam ją tylko z cyklu o Ani i "Błękitnego zamku", który słabo już pamiętam. Nigdy nie myślałam o tym, by poszukać czegoś więcej na temat autorki czy przeczytać jej pamiętniki, ale - co tu dużo mówić - zaintrygowałaś mnie ich lekturą. No i nie spodziewałam się, że autorka cyklu pełnego ciepła, niekoniecznie wiodła podobne życie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa, tym bardziej miłe, że jak zapewne zauważyłaś, rzadko kiedy ktoś tu skrobnie parę słów :)

      Do "Błękitnego zamku" być może też dotrę w moich powrotach do L.M.M. Z tego co pamiętam, to cała historia opiera się na pewnej sytuacji medycznej, która nawet w czasach dzieciństwa wydała mi się naciągana. Co ciekawe, w zamierzeniu autorki była to powieść dla dorosłych.

      Usuń
  2. Dawno przeczytałam ten post, ale mnie dziecię od komputera oderwało i nie mogłam skomentować. Niestety książki jedyne chyba, których jeszcze nie mam u siebie. Chciałabym przeczytać, co Montgomery pisała. fragmenty czytane w jej bibliografii to już niestety nie jest to. A to wszystko z racji ceny wywindowanej na allegro. Koszmar! Może kiedyś będą wznowienia - mam nadzieję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawdź w bibliotece, w mojej były.
      Te książki to tłumaczenie "Selected Journals", więc pewne fragmenty zostały w nich pominięte. Wydaje mi się, że w ostatnim czasie wydano również pełne wersje dzienników L.M.M., nie spodziewam się, że kiedykolwiek będą dostępne w Polsce, no ale w dzisiejszych czasach książki z zagranicy to już tylko problem natury finansowej, więc kto wie, może kiedyś będę miała okazję przeczytać ;)
      Nie jestem pewna, czy zawsze powinno się interpretować literaturę poprzez życiorys autora, ale w przypadku L.M.M. to jest właściwy trop. Kiedy się czyta jej książki, widać, że są w pewnym sensie odbiciem jej życia, a właściwie przede wszystkim marzeń, które w jej życiu nigdy się nie ziściły. Np. Maud marzyła o studiach, ale to Ani udało się uzyskać tytuł magistra (a właściwie bakałarza - BA).

      Usuń
    2. W mojej osiedlowej pewnie nie będzie :) Sama dzielę się z nimi książkami:) ale sprawdzę z pewnością :)
      To tak jak z Dziennikami Andersena.

      dziękuję :)

      Usuń

Dziękuję za komentarz.