wtorek, 22 września 2015

Martwa natura z książką: blaszki i parasole


  





Zdaję sobie sprawę, że to kompozycja dosyć dziwaczna, ale sezon mamy tak dziwny, jakiego nawet najstarsi górale nie pamiętają: otóż w naszych lasach w tym roku w ogóle nie ma grzybów, nawet trujących. Kiedy więc natknęłam się, zupełnie niechcący, na ten modelowy okaz czubajki kani (tak, to jest właśnie kania i nie mam pojęcia, jak to się dzieje, że co roku jest tak tragicznie mylona z muchomorem sromotnikowym), czy mogłam ją tak po prostu zjeść? W końcu oczywiście do tego doszło (mniam), ale najpierw doszło do sesji zdjęciowej.


8 komentarzy:

  1. Cudowne zdjęcia, ale jeszcze cudowniejsze uzasadnienie :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Na wszelki wypadek postanowiłam się wytłumaczyć ;)

      Usuń
  2. Kania podsmażana na maśle - pychotka.;) Jako element scenografii również.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie na maśle i w panierce ;)

      Usuń
  3. Genialna kompozycja :) do tego taka niecodzienna. Kania imponująca, nie potrafię jej zbierać nastraszona historiami o pomyłkach kani z muchomorem sromotnikowym - a podobno jest wyśmienita.

    Po tak suchym lecie niestety grzybów ani widu ani słychu. Ja zawsze czekam na gąski, ale ich pewnie też nie będzie w tym roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, a ja nigdy gąsek nie zbieram, bo się boję. Ale kanie są moim zdaniem bardzo charakterystyczne, chociaż przyznaję, że i tak za każdym razem porównuję znalezione okazy ze zdjęciami w kilku atlasach ;)

      Usuń
  4. Bardzo mi się podoba kompozycja na tych zdjęciach. Niestety u mnie na Mazowszu również nie obrodziło w tym roku grzybami. Co wytrwalsi grzybiarze mogą co najwyżej uzbierać maślaki na sos na kolację.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może Cię pocieszę: u nas się grzyby właśnie zaczęły pokazywać, więc może i na Mazowszu sytuacja się poprawia :)

      Usuń

Dziękuję za komentarz.