Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Popioły. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Popioły. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 czerwca 2015

PIKNIKI Z KLASYKĄ: Stefan Żeromski, "Popioły"











Jeszcze wczoraj nie byłam pewna, jak podejść do pisania o „Popiołach”. Czy odnosić się do wizji historii przedstawionej w powieści? Odczytywać przesłanie Żeromskiego, zastanawiać się nad tragizmem losów polskich żołnierzy, którzy związali się z Napoleonem? Sensem lub bezsensem ich walki, jej wymiarem moralnym? Zdecydowałam jednak, że te wszystkie wielkie kwestie (prawie) pominę, bo kiedy się czyta „Popioły” – dzisiaj – wielkie sprawy i pytania zostają przysłonięte przez szereg spraw małych. Skupię się więc na walorach literackich „Popiołów”.

Zastanawiałam się, kiedy przedstawić moją opinię na temat tego wielkiego fresku historycznego, tej rozległej panoramy polskiego życia na przełomie XVIII i XIX w. Trzymać przez jakiś czas w zanadrzu, czy ujawnić na początku? Ponieważ jednak podejrzewam, że nie mam talentu do budowania napięcia, przyznam się od razu: „Popioły” zapamiętam jako tę powieść, przy której znielubiłam Żeromskiego. Czy wobec tego warto ją czytać? Tak, ale dziś już tylko jako zabytek literatury, który odcisnął wyraźne piętno na naszej kulturze narodowej. W końcu była to powieść, do której szereg pokoleń się odnosił, i o której zawzięcie dyskutowano, choć mam wrażenie, że ostatnia taka dyskusja odbyła się pół wieku temu, przy okazji premiery filmu Andrzeja Wajdy (tak, w tym roku mija dokładnie 50 lat). „Popioły” przyniosły Żeromskiemu sławę i pieniądze, spotkały się więc z entuzjastycznym przyjęciem czytelników. Wynikało to oczywiście z tego szczególnego momentu w historii – powieść odpowiadała na ówczesne oczekiwania czytelników. Dzisiaj, po iluś kolejnych zakrętach dziejowych, można spojrzeć na „Popioły” bez emocji, chłodnym okiem, i bez szkolnego przymusu uznania wielkości dzieła. Warto się z tym zabytkiem kultury narodowej zapoznać, ale dziś już trudno się nim zachwycić. Nic dziwnego, że ta powieść trafiła do lamusa, bo szczerze mówiąc, pod pewnymi względami „Popioły” są dosyć słabe.

Co mi się nie podoba? Epika rządzi się pewnymi prawami, które Żeromski zlekceważył. Właściwie „Popioły” mogłyby służyć za przykład, jak nie pisać powieści historycznej. Kompozycja jest bezkształtna i nużąca, narracja rozwlekła, brak znaczącego bohatera, brak wyraźnego nurtu akcji, który byłby w stanie porwać czytelnika i przeprowadzić go przez te wszystkie męczące, drobiazgowo opisane historyczne wydarzenia. Psychologiczne prawdopodobieństwo zastępują patetyczne opisy gwałtownych stanów emocjonalnych, z tym że trudno w głębię owych emocji uwierzyć. No i to nieznośne opisowe rozbuchanie. Nie jestem przeciwniczką kunsztownych opisów przyrody, dozowanych umiejętnie, ale w „Popiołach” Żeromski przekroczył wszelkie granice. Owszem, niektóre z nich są językowo ciekawe, na przykład taki, ze zręcznie zastosowaną synestezją: „Jasna woń miodu spłynęła z lepkiej koniczyny, a szorstka woń z cząbrów”, ale nie wszystkie są tak udane. Nagromadzenie opisów w powieści jest niezwykle nużące, a język Żeromskiego jest, ogólnie rzecz biorąc, daleki od eleganckiej, zdyscyplinowanej prostoty. Powiedzieć, że czasem ociera się o grafomanię, to eufemizm, bo w niektórych fragmentach Żeromski po prostu jest grafomanem. Niestety nie wynotowywałam sobie co bardziej soczystych fragmentów, ale zapamiętałam na przykład, jak Rafał dopadł księżniczki Elżbiety i „zatopił w niej dziób i pazury oczu”. W posłowiu znalazłam jeszcze taki ciekawy cytat: „ogarniał go chichot wyłaniający się z płonących bebechów wściekłości”. Ale „truchlał jak zabity trup” nawet mi się podoba, z tym że niekoniecznie w tego typu literaturze.

Podeszłam do książki z pozytywnym nastawieniem, ale podczas lektury narastało we mnie nieodparte uczucie niechęci. I wobec powieści, i wobec świata w niej przedstawionego. Polska w „Popiołach” jest krajem zacofanym i barbarzyńskim, zamieszkałym przez prymitywnych ludzi, w którym dominuje tyrania: rodziców wobec dzieci, panów wobec chłopów. Panuje ciemnota, tylko utrwalana przez system szkolnictwa, i niesprawiedliwość. Czytając, doszłam do wniosku, że upadek takiego kraju nie był tragedią, a jedynym możliwym rozwiązaniem historycznym. W rozmowie starego szlachcica Nardzewskiego z austriackim urzędnikiem, to ten drugi jest przedstawicielem systemu łagodzącego (nieco) niesprawiedliwość społeczną, u Polaka patriotyzm łączy się ze zniewoleniem chłopa. Oczywiście można też w powieści znaleźć przykłady innego myślenia, nowoczesnego i moralnego, jak chociażby w postaci Piotra Olbromskiego. Ale Piotr Olbromski pojawia się tylko po to, żeby zaraz umrzeć. Nie zarzucam Żeromskiemu antypolskości, krytyczne spojrzenie na własną historię jest więcej warte niż pławienie się w samozadowoleniu. W opisie wojen Napoleońskich i udziału w nich Polaków Żeromski też nie ogranicza się do samych kart chwalebnych, opisuje bestialstwo i brutalność armii maszerującej pod sztandarami wolności, równości i braterstwa, a odbierającej wolność innym narodom. Ale powieść kończy się cukierkowym obrazkiem: „Dotrzymał Cesarz słowa honoru, danego pod Madrytem najsłabszemu ze swych żołnierzy, konającemu w polu kalece. Dla tego jednego słowa wielkie pułki złączył, umundurował, wyżywił i poruszył. Sprzągł ze sobą obce narody…” Aha. Później jeszcze Napoleon napotka wzrokiem oczy Krzysztofa Cedry. Dla mnie to jednak kicz i wyraz pewnego tchórzostwa Żeromskiego, zamykającego powieść w roku 1812, podczas wymarszu wojsk napoleońskich na Rosję.

Powoli zbliża się godzina 12.00 i czas publikacji wpisu. Nie zdążę już opisać bliżej Rafała Olbromskiego, głównego, pożal się Boże, bohatera „Popiółów”. Wspomnę tylko, że Rafał walnie przyczynił się do mojej niechęci wobec powieści. Prymitywny chłopaczek, egoista bez żadnej idei i moralności, który właściwie przez całą powieść zachowuje mentalność siedemnastolatka. Dzieje jego „miłości” i ich obiekty są równie żałosne, jak on sam, i naprawdę żałuję, że Żeromski zamieścił te wątki „miłosne” (w cudzysłowie, bo choć autor nie szczędził opisów mąk duchowych tudzież przepełniającego dusze kochanków szczęścia, trudno w ogóle uwierzyć, że posiadają oni dusze). Oczywiście samo w sobie jest ciekawe, że Żeromski tak mizerną postać uczynił głównym bohaterem powieści, a więc niejako również symbolem polskości.

W tym miejscu kończę wpis i zapraszam do dyskusji. Koniecznie przeczytajcie też dzisiejszą notkę Pyzy o „Popiołach”.
***

Na następnym pikniku zmienimy całkowicie klimat i tematykę. W wakacje postanowiłyśmy sięgnąć po literaturę kojarzącą się z urlopem, czyli kryminał i horror. Za miesiąc (20 lipca) będziemy omawiać "Tajemnicę Czerwonego Domu", kryminał autorstwa A.A. Milne'a (tak, tego od Kubusia Puchatka). A w sierpniu planujemy sięgnąć po jakąś klasyczną opowieść z dreszczykiem. Zapraszamy!

---
Stefan Żeromski, "Popioły. Powieść z końca XVIII i początku XIX w.". Oprac. Stanisław Pigoń, posłowie Henryk Markiewicz. Czytelnik, Warszawa 1966.