Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inne. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 stycznia 2017

365 dni z książką...


...czyli Czytam to i owo... na Instagramie. Mam szczerą nadzieję, że 2017 będzie dla mnie blogowo bardziej udany niż rok miniony, kiedy prawie nic nie pisałam (co oczywiście nie oznacza, że nic nie czytałam. Czytałam, z moich statystyk wynika, że przeczytałam 47 książek, co może nie jest szczególnie imponującym osiągnięciem, ale nie o ilość przecież chodzi, a o to, co nam te książki dają. Mnie w tym roku: przede wszystkim dużo przyjemności, która trwa i trwa - bo prawie jedną czwartą z tej liczby stanowiły tysiącstronicowe powieści). Spójrzmy jednak prawdzie w oczy: upłynął już prawie tydzień nowego roku, a ja nie zamieściłam jeszcze ani jednego porządnego wpisu. Na wypadek, gdyby to miał być prognostyk na cały rok, postanowiłam się zabezpieczyć. Jeśli nie uda mi się regularnie pisać o książkach, to przynajmniej będę promować czytelnictwo za pomocą obrazu.


wtorek, 3 stycznia 2017

Wyzwanie czytelnicze ZIELONA SUKIENKA - podsumowanie







Wyzwanie zostało rzucone, trzeba się z niego rozliczyć. Cóż, w tym roku bardzo się zaniedbałam blogowo i to być może wpłynęło na losy wyzwania. Albo zielone sukienki się gdzieś pochowały. Zmierzam do tego, że statystyki nie wyglądają imponująco ;) Oto one:

niedziela, 24 kwietnia 2016

Czy Jane Eyre powinna być bardziej jak Jane Fairfax?

Ostatni tydzień był pełen literackich rocznic. Najhuczniej obchodzoną – wczoraj, w Światowym Dniu Książki – było 400-lecie śmierci Szekspira, które przyćmiło równie okrągłą rocznicę śmierci Cervantesa (choć to właśnie data jego śmierci ma więcej wspólnego z genezą tego święta) i zupełnie nieokrągłą rocznicę urodzin Nabokowa, przypadającą dzień wcześniej.  Przyznam się, że bardziej przemawia do mnie upamiętnianie wielkich twórców w rocznice ich urodzin – to przecież ich życie, a nie śmierć, dało nam owe wspaniałe dzieła, którymi możemy do dziś się zachwycać  ale najlepiej, jeśli jest to okrągły jubileusz. Dlatego rocznicą, którą uhonoruję wpisem na Czytam to i owo... jest dwustulecie urodzin Charlotte Brontë, które wypadło w ubiegły czwartek, 21kwietnia. Przyłączam się tym samym do akcji prowadzonej przez Pyzę i Ćmę książkową: Dwieście tekstów na dwustulecie, czyli literackie urodziny Charlotty Bronte.





  

środa, 2 marca 2016

Krótka literacko-filmowa historia walca.* Część I





Początek był taki:

Znowu zaczął się taniec i przez czas jakiś zabawialiśmy się splataniem i rozplataniem ramion. Z jakimże powabem, z jaką lekkością poruszała się! A gdy przyszło do walca i zaczęliśmy się toczyć dokoła siebie, niby dwie kule, szło nam zrazu nieskładnie, gdyż większość tańczących nie umiała tańczyć walca, z czego powstał pewien zamęt. Uczyniliśmy roztropnie i pozwoliliśmy się im wyhasać. Gdy najniezdarniejsi usunęli się z pola, zaczęliśmy wirować i wraz z drugą parą, Audranem i jego danserką, trzymaliśmy się mężnie. Nigdy mi dotąd nie szło tak dobrze. Nie czułem się istotą ludzką. Trzymałem w objęciach niezrównane stworzenie, szalałem niby burza, miotająca się wokół i oto… na uczciwość powiadam ci, uczyniłem ślub, że nie zezwolę pod żadnym warunkiem, choćby szło o me własne życie, by dziewczyna, którą będę kochał, do której będę miał prawo, tańczyła walca z kimś innym poza mną. Wszak mnie rozumiesz!

Johann Wolfgang von Goethe, "Cierpienia młodego Wertera"
Tłum. Franciszek Mirandola

sobota, 9 stycznia 2016

Pięć kobiet w zielonych sukienkach, a także WYZWANIE!


Chyba jeszcze nigdy nie zamieściłam u siebie wpisu typu: "10 książek o...". Dzisiaj jest ten pierwszy raz. Zacznę skromnie od pięciu, a temat zdradziłam w tytule. Czy to dlatego, że zieleń jest twarzowa, tak często ubierają się w nią książkowe bohaterki? Albo ze względu na symbolikę zieleni? A może wcale nie, może zielone sukienki wcale nie są tak częste w książkach, ale zielony z jakiegoś powodu bardziej zapada (mi) w pamięć? Jakkolwiek przedstawia się prawda, oto moja lista bohaterek w zielonych sukienkach:


środa, 16 grudnia 2015

Festiwal "Emmy" uważam za otwarty! Quiz: Jak dobrze znasz Emmę?


Pewno już od jakiegoś czasu oczekiwałaś wiadomości z Hampshire i może trochę się dziwiłaś, że my, tacy starzy, tak źle umiemy rachować, bo też w rzeczy samej Cassy spodziewała się rozwiązania już miesiąc temu, lecz wreszcie wczoraj wieczór przyszedł czas i bez dłuższych wstępów wszystko się dobrze skończyło. Mamy drugą córeczkę (…) Nazwiemy ją Jenny. Twoja bratowa czuje się, Bogu dzięki, zupełnie dobrze po tym wszystkim.1

Tak 140 lat temu pewien pastor z małej wioski w Hampshire pisał w liście do siostry o narodzinach swojej córki. Jane Austen przyszła na świat 16 grudnia 1775 roku w Steventon, jako siódme dziecko wielebnego George’a Austena i jego żony Cassandry. Czterdzieści lat później, już jako autorka trzech wydanych powieści, powołała do życia Emmę Woodhouse. Austen pracowała nad „Emmą” od stycznia 1814 do marca 1815. „Zamierzam stworzyć bohaterkę, której nikt oprócz mnie nie będzie lubił” – poinformowała rodzinę.2 Jeśli Emma irytuje, dzieje się tak z woli jej twórczyni. Nie powinniśmy jednak traktować tych słów Jane Austen całkiem serio – jej czytelnik zawsze musi być czujny – w przeciwnym razie musielibyśmy przyznać, że zamiar pisarki powiódł się tylko częściowo. W ciągu dwustu lat, jakie upłynęły od jej „narodzin”, rzesze czytelników pokochały pannę Woodhouse, choć zapewne większość z nich przeszła przez fazę irytacji. Jaka jest zatem Emma? Na to pytanie być może odpowiemy w ciągu kolejnych dni Festiwalu. Na razie zaryzykuję stwierdzenie, że jest najbardziej uroczą snobką w historii literatury.


wtorek, 15 grudnia 2015

Zaproszenie


Przypominałam o tym dosyć często, a dzisiaj przypomnę po raz ostatni. Już jutro, w rocznicę urodzin Jane Austen, otwarcie blogowego Festiwalu "Emmy"! Świętujemy dwusetną rocznicę wydania powieści. Do 23 grudnia na blogach biorących udział w Festiwalu będą się ukazywać wpisy poświęcone "Emmie" i jej autorce.

Jutro Padma z Miasta Książek wyjaśni, dlaczego "Emma" wielką powieścią jest, a Pyza z Pierogów pruskich przyjrzy się tłu historycznemu utworów Jane Austen. Oczywiście zapraszam też do mnie, na wpis-niespodziankę!






środa, 25 listopada 2015

Winter is coming!




Tytuł dzisiejszego wpisu nie oddaje dokładnie obecnej sytuacji pogodowej - zima już nadeszła. Ale nie chodzi o raport meteorologiczny, tylko o książkową fotoilustrację. Chyba nie muszę tłumaczyć, dlaczego tę psią głowę głowę białego wilkora można uznać za ilustrację do książki. Wilkor ze zdjęcia prywatnie jest moim słodkim pieseczkiem i właściwie mógłby grać jeszcze jednego bohatera literackiego. Zgadniecie, kogo mam na myśli?


środa, 7 października 2015

Po okładkach je poznacie: jedno wydawnictwo, dwie serie


 
Niedawny wpis na blogu Pyzy przypomniał mi, że już dawno chciałam napisać o pewnej serii wydawniczej posiadającej najbardziej zdumiewającą oprawę graficzną, jaką można sobie wyobrazić. Dla kontrastu przedstawię ją obok innej serii tego samego wydawnictwa. Tak się składa, że o pewnej serii Świata Książki - bo o nim mowa - już pisałam, ale zapewniam, że nadal jestem blogerką niezależną, a ten wpis (tak jak i poprzedni) nie jest sponsorowany (o czym się w dalszej części przekonacie). Postanowiłam też zapoczątkować nim nowy cykl na blogu, który będzie się pojawiał w miarę regularnie i prezentował dobre i złe przykłady książkowych okładek - głównie z naszego polskiego podwórka, choć nie tylko. Pojawią się więc i inne wydawnictwa, będę i chwalić, i ganić. 

czwartek, 24 września 2015

"Emma" kończy 200 lat! Świętujemy?




23 grudnia roku 1815 na pierwszej stronie The Morning Chronicle1 ukazało się ogłoszenie o wydaniu nakładem Johna Murraya powieści w trzech tomach zatytułowanej "Emma", która, jak głosiła jej karta tytułowa, wyszła spod pióra autorki "Dumy i uprzedzenia". W ten oto sposób „osóbka przystojna, rozumna i bogata, posiadająca dostatni dom i obdarzona pogodnym usposobieniem”, która „przeżyła na świecie blisko dwadzieścia jeden lat bez większych powodów do zmartwień i niezadowolenia2 spotkała się po raz pierwszy z czytelnikami, których od tej pory bawi i irytuje – już od prawie dwustu lat!

środa, 16 września 2015

Nowe na półce


 
Przyznam się, że książki kupuję raczej impulsywnie. To znaczy zazwyczaj tłumię impuls kupienia książki od razu, kiedy tylko dowiem się o wydaniu jakiejś potencjalnie mnie interesującej. Jednak raz na jakiś czas uznaję, że zasłużyłam (lub też mogę sobie pozwolić) na wizytę w księgarni - obecnie najczęściej jest to księgarnia internetowa. Wtedy zazwyczaj kieruje mną ostatni impuls, który mnie dopadł. Wskutek tego nie zawsze kupuję te książki, które uważam za naj, naj, najbardziej warte posiadania, a na mojej półce lądują te, które po prostu nagle zachciało mi się przeczytać. Albo takie, które skusiły mnie w inny sposób. Ostatnio, na przykład, zakupiłam:

piątek, 11 września 2015

Jesienne pikniki




Ponieważ ostatnim razem zapomniałam zapowiedzieć kolejnego Pikniku, dziś nadrabiam ten błąd - z nawiązką - i ogłaszam piknikowy rozkład na całą jesień. Będzie różnorodnie nie tylko geograficznie! Towarzyszyć nam będą:


Źródło zdjęć: Wikipedia

  • 20 września: Anatole France, "Zbrodnia Sylwestra Bonnard"
  • 20 października: Louisa May Alcott, "Małe kobietki"
  • 20 listopada: Charles Dickens, "Samotnia" 

Mam nadzieję, że się do nas przyłączycie. Odbędzie się jeszcze jeden dodatkowy Piknik, w na razie niesprecyzowanym terminie. Będzie to suplement sierpniowego pikniku z horrorem - postanowiłyśmy wrócić do M.R. Jamesa po zapoznaniu się z całością jego twórczości.

Jesienią wracam do regularnego blogowania, więc spodziewajcie się wpisów książkowych (przynajmniej) raz w tygodniu. Wróci też cykl "Sztuka czytania" - jak zwykle w niedziele. Postanowiłam wprowadzić też pewne zmiany na blogu, to znaczy troszkę odświeżyć jego wygląd. Jako tło nagłówka ustawiłam fragment obrazu Augustusa Egga (ten obraz pojawił się już kiedyś w "Sztuce czytania"). Sam pomysł na wykorzystanie w ten sposób dzieła malarskiego jest co prawda mocno wyeksploatowany, więc jeśli chodzi o oryginalność graficzną jest to raczej krok wstecz, ale ten akurat obraz jest dla mnie bardzo szczególny. Jest w nim niejednoznaczność, tajemnica, podróż i pole do popisu dla wyobraźni - wszystko to, czego możemy oczekiwać od dobrej literatury, która w dodatku pojawia się tutaj całkiem wprost. Nie mogłam się powstrzymać, ale "dziewiętnastowieczność" skontrastowałam z wyrazistą czcionką nawiązującą do zupełnie innej epoki. Z czcionkami w postach jeszcze eksperymentuję. Dodałam też zakładkę "Pikniki z klasyką", która umożliwi szybkie odszukanie piknikowych wpisów - do dyskusji można się włączyć przez cały czas! Ostatnia zmiana - dłuższe wpisy, czyli głównie te z omówieniami książek, nie będą się już z pojawiać na stronie głównej w całości, ale z odnośnikami "czytaj dalej". Pozwoli mi to lepiej zorientować się, czym byli zainteresowani moi czytelnicy.

Bardzo jestem ciekawa, co sądzicie o tych zmianach (szczerze ;)).

piątek, 31 lipca 2015

Lipiec - czytelnicze podumowanie


W lipcu przeczytałam:


Mam zamiar o tych książkach napisać osobne notki, ale na wypadek gdybym nie zdążyła - kolejno od góry:

  • "Lepszy rydz niż nic", ale ta biografia pozostawia sporo do życzenia.
  • Ofiara zbyt udanej ekranizacji.
  • Czuć powiew morskiej bryzy, ale Gilbert po ślubie zrobił się dosyć irytujący. Na szczęście na scenę wkracza nieoceniona panna Kornelia. W sumie - miły powrót do krainy LMM.
  • Zola w wersji "light". No i miłość jednak uszlachetnia.
  • Przynajmniej o tej książce zdążyłam już obszernie napisać TUTAJ.

Co przyniesie sierpień, jeszcze dokładnie nie wiem, bo nie mam w zwyczaju robić dalekosiężnych czytelniczych planów. Teraz czytam "Pod osłoną nocy" Sary Waters, a 20. zapraszam na kolejny "Piknik z klasyką" - tym razem przyjrzymy się opowiadaniom M.R. Jamesa, czyli klasyce horroru. Reszta jest wciąż niewiadomą.


czwartek, 23 lipca 2015

Gdzie czytać latem?



Moja nikła ostatnio aktywność na blogu nie oznacza, że przestałam czytać. Owszem, czytam tyle co zwykle, tylko spisywanie wrażeń z lektury pozostaje w tyle, bo o ile kącik czytelniczy urządziłam w sposób całkowicie satysfakcjonujący, to korzystanie w nim z komputera jest mniej komfortowe. A szkoda siedzieć przy biurku, gdy dokoła lato, prawda? Gdzie czytać latem? Odpowiedź jest prosta: oczywiście wszędzie. Ale można też stworzyć sobie miejsce szczególne. Ja czytam tu (czasem rozwieszam też hamak):


wtorek, 23 czerwca 2015

Zagadka fotograficzna


Przypomniałam sobie niedawno, że na swoim blogu mam zakładkę "Fotoilustracje". Kiedy zakładałam blog, pomyślałam, że od czasu do czasu będę tutaj zamieszczać zdjęcia ilustrujące czytane przeze mnie książki. Potem pomysł zupełnie wyleciał mi z głowy, wskutek czego tych fotograficznych ilustracji jest zaledwie kilka. Dzisiaj postanowiłam coś dołożyć, a przy okazji zabawić Was zagadką.

Podobno książka, której ilustracją jest poniższe zdjęcie, w zamyśle autorki miała być powieścią dla dorosłych czytelników. Jednak chociaż bohaterkę ma całkiem dojrzałą, w historii literatury zapisała się jednak jako klasyka literatury młodzieżowej - przy czym chodzi tu głównie o młodzież żeńską. Właściwie jest to klasyka młodzieżowego romansu. Liczy sobie już prawie dziewięćdziesiąt lat, ale wciąż jest darzona uwielbieniem przez liczne grono czytelniczek (Biblionetka: ocena 5/6; Lubimyczytać:7,5/10; Goodreads: 4,2/5). Na poniższych zdjęciach rekwizyty, które odegrały istotną rolę w rozwoju akcji w tej powieści. O jaką książkę chodzi?





A jeżeli chcielibyście sobie tę książkę przypomnieć (lub się z nią zapoznać), teraz jest dobry moment, bo najlepiej czyta się ją w czerwcu (ach, te opisy letnich wieczorów!).


wtorek, 21 kwietnia 2015

Pytania i odpowiedzi


Zostałam ostatnio zaproszona do udziału w łańcuszku blogowych pytań i odpowiedzi, czyli „Liebster Blog Award” (ta „eklektyczna” nazwa bardzo mnie intryguje). Za łańcuszkami ogólnie rzecz biorąc nie przepadam, ale z drugiej strony to miłe, że ktoś (a konkretnie Pyza z „Pierogów pruskich” i Joanna z blogu „Gorąca czekolada i książki”) uważa mój blog za ulubiony, a na pytania książkowe zawsze chętnie odpowiadam. No to zaczynamy:




Pytania Pyzy:



- Czy pamiętacie taki moment przy czytaniu książki, że przepełniała Was ochota, by wysłać autorowi niemiły anonim za rozwiązanie jakiegoś wątku albo zwrot w fabule?

Pisanie anonimów co prawda nie leży w mojej naturze, ale (jak pewnie większość czytelników) odczuwam ochotę, żeby jakiś wysmarować dla George’a R.R. Martina. Nawet już nie za to, że morduje po kolei wszystkich moich ulubionych bohaterów, tylko za to, że najwyraźniej w ogóle nie ma całościowej koncepcji, co ma się w jego cyklu wydarzyć i jak on ma się skończyć, o czym przekonał mnie „Taniec ze smokami”. Lubię wierzyć, że autor prowadzi mnie w jakimś kierunku, a nie na bezdroża.
A bardziej oryginalnie – na pewno nie wysyłałabym anonimów Williamowi Goldingowi, nawet gdyby to było jeszcze możliwe, ale byłam bardzo niepocieszona z powodu tego, co się wydarzyło w ostatnim tomie jego „Trylogii morskiej”. Rozumiem jego motywy, ale i tak uważam, że postąpił bardzo okrutnie, choć nie wobec głównego bohatera. Ale ogólnie bardzo „Trylogię morską” polecam, zwłaszcza w towarzystwie książek Jane Austen, szczególnie „Mansfield Park” i „Perswazji”. Te książki są w pewnym sensie polemiką z obrazem Anglii przez nią przedstawionym.


- Czy zdarzyło się Wam, że ktoś zdradził Wam zakończenie albo istotny moment w fabule książki, która niesamowicie Was wciągnęła? Jaka była Wasza reakcja?

Oczywiście. Najczęściej tym kimś jestem ja sama. Rzadko mogę się powstrzymać przed zajrzeniem na ostatnią stronę, zresztą nie wydaje mi się to takie istotne, bo czytam nie tyle, żeby się dowiedzieć jak się rzecz skończy, ale żeby zobaczyć, jak do tego dojdzie i jak to jest opisane. Wyjątkiem są oczywiście kryminały i tym podobne gatunki, ale te czytuję rzadko, a nawet gdyby ktoś mi zdradził, kto zabił, nie sądzę, żebym była tym jakoś szczególnie zdruzgotana. Ja w ogóle nie przepadam za niespodziankami i czasem nawet celowo czytam szczegółowe streszczenia, żeby jakieś niemiłe wydarzenia w fabule mnie nie zaskoczyły. Tak zrobiłam np. ze wspomnianą już powyżej „Pieśnią lodu i ognia” i dzięki temu, że byłam przygotowana na to, co się stanie, przebrnęłam przez te książki bez większego uszczerbku na psychice. (Poza tym takie niecierpliwe wyczekiwanie, ach co też się wydarzy, jest w gruncie rzeczy dosyć męczące).

Nie lubię natomiast, jeśli ktoś mi przed lub w trakcie czytania przeze mnie książki narzuca swoją interpretację. Oczywiście po zakończeniu lektury, kiedy mam już swoją opinię, takie dyskusje są bardzo mile widziane.


- Czy była w Waszym czytelniczym doświadczeniu taka sytuacja, że któryś z bohaterów książki tak Was denerwował, że porzuciliście powieść bez kończenia jej?

Nie. Zdarza mi się oczywiście porzucać książki nie doczytawszy do końca, ale powodem nigdy nie był jakiś konkretny bohater i mój do niego stosunek, raczej ogólne wrażenie. Być może jestem wyposażona w instynkt, który pozwala mi unikać książek z naprawdę irytującymi bohaterami. Zresztą zdenerwowanie nie jest najgorszą reakcją na bohatera książkowego. Najgorszą reakcją jest brak reakcji.


- Macie szansę poprosić autora (każdego, nawet nieżyjącego) o dopisanie kontynuacji jednej powieści. Kogo i o kontynuację jakiej powieści byście poprosili?

Zasadniczo uważam, że problemem czytelnika jest nie brak kontynuacji, a ich nadmiar. Jeśli pisarz zatrzymuje się w jakimś miejscu, to zazwyczaj dlatego, że wie, że dalej może mu wyjść już tylko gorzej, a nie ma sensu prosić autora o napisanie kiepskiej kontynuacji bardzo dobrej powieści. Oczywiście w przypadku tych powieści, które kończą się domyślnym „a potem żyli długo i szczęśliwie” czasem człowiek myśli sobie, że chciałby o tym poczytać, ale zaraz potem przychodzi opamiętanie, że może lepiej nie. Doprawdy nie sądzę, żeby powieść o życiu Edmunda i Fanny Bertramów mogła być szczególnie pasjonująca (chociaż są jednymi z moich ulubionych bohaterów i naprawdę nie uważam ich za nudziarzy).


Poza tym z takimi pytaniami mam zawsze pewien problem, bo nawet jeśli taka książka rzeczywiście była, to zazwyczaj jest gdzieś na dnie mojej pamięci i nie potrafię jej wydobyć tak na zawołanie. W tym momencie przychodzi mi do głowy powieść, która czytałam stosunkowo niedawno, a mianowicie „Ptasi śpiew” Sebastiana Faulksa. Faulks zostawia swojego bohatera, kiedy ten wychodzi z okopów I wojny światowej, poharatany nie tylko na ciele, ale przede wszystkim na duszy, i ledwie napomyka o tym, jak on sobie z tym poradził. O tym chciałabym poczytać, ale Faulks napisał już kontynuację „Ptasiego śpiewu” (jednak mającą innych bohaterów), więc sądzę, że do mojej prośby by się nie przychylił.


- Czy są tacy bohaterowie w dwóch różnych powieściach, co do których uważacie, że byliby dla siebie stworzeni, gdyby tylko zamieszkiwali jedno książkowe uniwersum?

Ale jako para w sensie romantycznym? Np. Harry Potter spotyka Katniss Everdeen? To raczej nie. Chociaż akurat ten związek być może miałby szanse powodzenia, w końcu oboje mieli mesjańskie zacięcie, więc być może dobrze by się dogadywali. Ale bardzo bym chciała, żeby John Thornton z „Północy i Południa” Gaskell mógł się spotkać z Wokulskim. Łączy ich nadzwyczajna wspólnota doświadczeń, no i lekcje angielskiego Wokulskiego na coś by się przydały. To mogłaby być taka piękna męska przyjaźń.





Pytania Joanny:



1.   Jaka jest Twoja ulubiona pora dnia na czytanie?

Każda, bez wyjątku. Mogę czytać od 6 rano, albo do 6 rano (i jedna, i druga sytuacja już mi się zdarzyła), wszystko zależy od tego, kiedy „dopadnie” mnie jakaś ciekawa książka.



2.   Czy zdarza Ci się jeść podczas lektury?

Oczywiście. A jest ktoś, komu się nie zdarza? Magdalenki, kiedy czytam Prousta, kiełbasę dobrze podsuszoną przy „Dzieciach z Bullerbyn”, „Pana Tadeusza” popijam oczywiście czarną kawą ubraną w biały kożuszek śmietanki (bigos jakoś mi nie podchodzi), do książek Fannie Flagg przyrządzam smażone zielone pomidory, a do „Pieśni lodu i ognia” G.R.R. Martina pasztet z gołębi. Sandwicze z ogórkiem koniecznie do książki z punktu 6.



3.   Którego pisarza cenisz najbardziej? Dlaczego?

Hmmm… kogo by tu wybrać? Homera czy J.K. Rowling? Z całą pewnością nie ma pisarza, którego cenię najbardziej. Wybranie jednej osoby z niezliczonej rzeszy pisarzy, tworzących w różnych epokach, różne gatunki dla różnych czytelników, jest po prostu niemożliwe. Zresztą wszelkie „naj” są u mnie zmienne i zależą od chwili, nastroju, kaprysów pamięci (czy też niepamięci) i pewnie całej gamy innych czynników. Jeśli jednak muszę wybrać jednego pisarza to… wybieram pisarkę, Jane Austen. Z wielu powodów, zacznijmy od banalnego – jest jednym z niewielu pisarzy, a może nawet jedynym, którego dzieło znam w całości, pomijając jedynie młodzieńcze wprawki literackie i korespondencję. Nie jest to trudne, to zaledwie sześć powieści plus jedna, której pisarka nigdy nie starała się wydać, i dwie, których nie zdążyła dokończyć. A mimo to mam wrażenie, że gdyby jakaś zła wróżka zaczarowała mnie tak, że już do końca życia nie mogłabym czytać nic innego, to i tak bym się nie nudziła. Z książkami Austen zapoznałam się dopiero w zeszłym roku, wcześniej wydawało mi się, że to są takie sobie słodkie opowiastki. Nic bardziej mylnego, Austen nie jest słodka, ona ma pazur, no i pisze z tą cudowną ironią. Jej książki są niezwykle kunsztowne, żadne słowo nie jest tam przypadkowe, można je czytać wielokrotnie, doszukując się coraz nowych sensów. To literatura niesłychanie „wielozadaniowa”, czy mamy ochotę na roztrząsanie poważnych kwestii moralnych, czy na coś lekkiego jak piórko jako lek na chandrę, śmiało możemy sięgnąć po Austen. (W pierwszym przypadku po „Mansfield Park”, w drugim po „Opactwo Northanger”). Mogłabym tak pisać jeszcze długo i długo, ale to chyba temat na osobny wpis.



4.   Jaka jest Twoja ulubiona lektura z czasów dzieciństwa?

Nie będę oryginalna: „Dzieci z Bullerbyn”. Astrid Lindgren kupiła mnie już pierwszymi zdaniami:

„Nazywam się Lisa. Jestem dziewczynką, to chyba od razu widać z imienia. Mam siedem lat i wkrótce skończę osiem. Czasem mama mówi:
 – Jesteś dużą córeczką mamy, możesz więc chyba dzisiaj wytrzeć naczynia…
Czasem zaś Lasse i Bosse mówią:
– Takie brzdące nie mogą się z nami bawić w Indian. Jesteś za mała!”

Ach, jakie to prawdziwe, pomyślałam, gdy pierwszy raz usłyszałam te słowa (chyba Mama mi czytała, byłam młodsza od Lisy), a potem strasznie się zaśmiewałam z przygód tej gromadki i do dzisiaj im zazdroszczę cudownego dzieciństwa.


5.   Czy zdarza Ci się robić notatki w książkach, które czytasz?

Nigdy. W ogóle nie zdarza mi się robić notatek z lektury, chociaż chciałabym, bo pamięć zawodna i często mi się zdarza, że jak docieram do 572 strony to nie pamiętam już, co było na 230. I niestety te wszystkie spostrzeżenia i refleksje, które miewam podczas czytania, nie zawsze chcą do mnie wrócić, kiedy piszę o książkach na blogu. Często pozostaję z wrażeniem, że coś mi umknęło, i że stanowczo powinnam robić notatki podczas czytania, ale… cóż, lenistwo bierze górę. Ale gdybym robiła notatki, to pewnie jednak nie bezpośrednio w książkach… no, może ołówkiem ;)



6.   Książka, którą wzięłabyś ze sobą na bezludną wyspę?

Tu akurat mam gotową odpowiedź. Już dawno zdecydowałam, że taką książką jest dla mnie „Opętanie” A.S. Byatt, i tylko czekałam, aż ktoś mnie o to zapyta (więc dziękuję ;)). Dlaczego? Bo to świetna książka, a poza tym, kryje się w niej wiele innych książek. O „Opętaniu” pisałam w pierwszej notce na blogu i do tego wpisu odsyłam ciekawych. (Można się z niego między innymi dowiedzieć, dlaczego kanapki z ogórkiem kojarzą mi się z tą książką).



7.   Czy zdarza Ci się słuchać muzyki podczas czytania? Jeśli tak, jakiej?

Nie. Kiedy czytam i słucham jednocześnie, to albo marnuje się muzyka, albo książka. Nie jestem w stanie obu aktywnościom na raz poświęcać wystarczająco dużo uwagi, muzyka raczej mi przeszkadza. Natomiast bardzo lubię czytać w ogrodzie i ogólnie na łonie natury, i słyszeć w tle śpiew ptaków, szum strumyka i tym podobne dźwięki.



8.   Czy myślałaś kiedyś o karierze pisarskiej? Jeśli tak, jakiego gatunku książki chciałabyś pisać?

Jest myślenie i myślenie. Oczywiście wielokrotnie wyobrażałam sobie, jak to by było miło być pisarzem, ale w rzeczywistości… no cóż, jest tylu złych pisarzy, że naprawdę nie sądzę, żeby świat potrzebował kolejnego ;). Więc nie, nie myślałam.



9.   Jaka jest najdziwniejsza książka, jaką w życiu czytałaś?

Nie wiem, czy to najdziwniejsza książka w moim czytelniczym życiu, ale bardzo dziwna. „The Unconsoled” Kazuo Ishiguro, w polskim przekładzie ukazała się pod tytułem „Niepocieszony”. Ishiguro jest pisarzem, którego bardzo lubię, i świeżo po lekturze „Nie opuszczaj mnie”, już dawno temu, kupiłam sobie tę książkę. Powinnam wiedzieć, że kiedy krytycy chwalą pisarza za oryginalność i… dziwność właśnie, to niekoniecznie oznacza to coś miłego dla czytelnika. „Niepocieszony” przypomina trochę klimatem Kafkę, ale Kafka jest zajmujący, a przez „Niepocieszonego” przebrnęłam z ogromnym trudem. Mogę tę książkę opisać jedynie jako męczący sen (ciągnący się przez ponad 500 stron), właściwie nie koszmar, taki z pozoru realistyczny, a jednak bardzo chciałam już się z niego obudzić.



10.  Czy jest lektura szkolna, której nie przeczytałaś? Jeśli tak, dlaczego?

Obawiam się, że jest. Ogólnie byłam bardzo sumienną uczennicą i czytałam wszystkie lektury, zresztą nie pamiętam, żebym się przy tym jakoś bardzo męczyła (za to nie znosiłam ich wałkowania na lekcjach polskiego). Ale tak, była taka lektura. Przyznaję się, nigdy nie przeczytałam „Chłopów”. Właściwie nie wiem dlaczego, może po prostu raz chciałam zobaczyć, jak to jest nie przeczytać.



11.  Wolisz kupować książki w księgarni stacjonarnej czy internetowej?

Wolę w stacjonarnej, takiej, która ma cudowny klimat (dużo starego drewna, wygodne fotele, na których można by było przycupnąć przeglądając książkę, nastrojowe lampy, które oświetlałyby wnętrze w deszczowy dzień) i miłą, kompetentną, pomocną acz nienarzucającą się obsługę. I oczywiście świetne zaopatrzenie. Ale ponieważ nie mam w okolicy takiego miejsca, kupuję w Internecie.

***

Ufff... Ktoś dotrwał do końca? A do udziału w zabawie zapraszam wszystkich, którzy mają ochotę odpowiedzieć na jedno lub kilka z tych pytań w komentarzu.

wtorek, 16 grudnia 2014

Rozstrzygnięcie konkursu (oraz moja ulubiona książka z dzieciństwa)


Konkurs zakończył się wczoraj o godz. 23:59 59s. Dziękuję wszystkim za udział w zabawie i podzielenie się ze mną książkowymi wspomnieniami z dzieciństwa. Wasze typy w dużej części pokrywają się z moimi - bardzo lubiłam i Astrid Lindgren, i Adama Bahdaja, i wszystkie "Tytusy" - tak, myślę, że komiks to też książka :) Marzyłam o niebieskim koraliku, jaki miała Karolcia, i skrupulatnie badałam wszystkie szpary w podłodze - cóż, bez rezultatów ;) Tylko "Kanapony" wymienione przez Monikę chyba jakoś nigdy nie wpadły mi w ręce. Do zestawu stworzonego przez Was dodałabym jeszcze Marka Twaina, ależ się zaśmiewałam z przygód Tomka i Hucka! A Tomka Sawyera dodatkowo podziwiałam za wynalezienie wielce skutecznego sposobu malowania płotu. Jeżeli jednak miałabym wybrać tylko jedną książkę dzieciństwa, bez której ani rusz, to chyba byłyby to "Dzieci z Bullerbyn". A ponieważ pora roku temu sprzyja, przypomnijmy sobie, jak obchodzi się Gwiazdkę w Bullerbyn:

   Rankiem w dzień wigilijny obudziłam się bardzo wcześnie i pobiegłam do kuchni tylko w koszuli i - oj, jak tam było pięknie! Na podłodze leżały nowe gałgankowe chodniki, poręcz wokół pieca owinięta była białą, zieloną i czerwoną karbowaną bibułą, wielki, rozsuwany stół zasłany był świątecznym obrusem, a wszystkie miedziane rondle były świeżo wyczyszczone. Ucieszyłam się tak ogromnie, że uściskałam mamusię.
(...)
   W domu Lasse, Bosse i ja ubraliśmy naszą choinkę. (...) Potem poszliśmy do kuchni i maczaliśmy sobie kawałki chleba w wielkim rondlu, w którym gotowała się kiełbasa i szynka. Ach, jakże to było doskonałe!
   A potem nie pozostawało już nic innego, jak CZEKAĆ! Lasse powiedział, że te godziny po południu w dzień wigilijny, gdy się tylko chodzi i czeka, i czeka, to jest coś takiego, od czego ludzie siwieją.
- Astrid Lindgren, "Dzieci z Bullerbyn". Przełożyła Irena Wyszomirska
Nasza Księgarnia, Warszawa 1957.




Pozostał mi jeszcze miły obowiązek ogłoszenia zwyciężczyni konkursu. Udział wzięło 7 osób, a maszyna losująca wyłoniła...

 ...autorkę szóstego komentarza! Jest nią lucy.nazka. Gratuluję! ("Ronję" też bardzo lubiłam i mam wielką ochotę ją sobie przypomnieć).

wtorek, 9 grudnia 2014

World Book Club


Wbrew pozorom fakt, że prowadzi się blog książkowy, nie wpływa dodatnio na ilość przeczytanych książek. Gdyby nie blog, to pewnie sięgnęłabym już po jakąś kolejną książkę - ostatnią skończyłam w sobotę o 3:37 nad ranem. Jednak sporo mi się już zebrało książek przeczytanych w minionych paru miesiącach, o których nie zdążyłam napisać - i pewnie już nie napiszę - a każda kolejna nieco zaciera w pamięci poprzednią. Tej ostatnio przeczytanej jednak nie chciałabym na blogu pominąć, dlatego nie śmiem sięgnąć po nic nowego. Trawię ją i zbieram się w sobie do przygotowania wpisu, pocieszając się przy tym, że choć ilość spadła, to zapewne jakość moich doświadczeń czytelniczych się poprawiła, skoro książka pozostaje ze mną, albo we mnie, trochę dłużej i trochę głębiej. Zanim więc pojawi się tutaj nowy wpis z kategorii czysto książkowej (a konkretnie: powieść), jeszcze jedna notka z kategorii: inne.

Chcę się podzielić z Wami, Drodzy Czytelnicy, moim niedawnym odkryciem, którego dokonałam, szukając informacji na temat tej książki, którą właśnie trawię. Być może wszystkie potencjalnie zainteresowane osoby (tzn. lubiące słuchać radia, znające angielski i interesujące się literaturą) już to, o czym zaraz napiszę, znają - ja odkryłam wczoraj i jestem zachwycona!


Otóż rozgłośnia międzynarodowa radia BBC, czyli BBC World Service, nadaje comiesięczną audycję World Book Club. Wszystkie odcinki (dotychczas ok. 150) są dostępne bezterminowo na stronach internetowych BBC do posłuchania online lub ściągnięcia. World Book Club to rozmowy z pisarzami z całego świata, zazwyczaj na temat konkretnej - ich najbardziej znanej - książki, nagrywane z udziałem publiczności. Słuchacze z zagranicy mogą nadsyłać pytania mejlowo. Oczywiście nie wszystkie mogą być zadane na antenie, bo audycje trwają najczęściej 26 min., niektóre ok. 50. Zazwyczaj autor odczytuje również jeden lub dwa fragmenty swoich książek. Słuchanie to czysta przyjemność. Lista pisarzy, którzy dotychczas wystąpili w World Book Club jest naprawdę imponująca i satysfakcjonująca. O swoich książkach opowiadali: Orhan Pamuk, Salman Rushdie, Andre Brink, Carlos Fuentes, Nick Hornby, Zadie Smith, Kazuo Ishiguro, Amoz Oz, Isabelle Allende, Julian Barnes, Terry Pratchett, Doris Lessing, Per Petterson, Paul Auster, Kiran Desai, Boris Akunin, Jo Nesbo, JMG LeClezio, Gunter Grass, David Lodge, John Irving, Umberto Eco, Mario Vargas Llosa, Kurt Vonnegut i wielu innych.

A teraz najważniejsze - linki!

Strona główna audycji:
http://www.bbc.co.uk/programmes/p003jhsk

Strona z podkastami - można posłuchać online lub ściągnąć:
http://www.bbc.co.uk/podcasts/series/wbc/all

Myślę, że wszystkie odcinki są bardzo ciekawe i właściwie to miałabym ochotę nagrać je sobie na płytę do słuchania w samochodzie. Najbardziej ucieszył mnie program, w którym A.S. Byatt opowiada o jednej z moich ukochanych książek, "Possession" (po polsku "Opętanie"). Pisałam o tej książce TUTAJ, a TUTAJ można posłuchać tego odcinka.

Miłego słuchania (i przypominam o konkursie)!



wtorek, 2 grudnia 2014

Konkurs!!!

Miałam zamiar ogłosić ten konkurs zaraz po targach książki w Krakowie, bo stamtąd właśnie przywiozłam nagrody, które zamierzam Wam sprezentować, ale jakoś mi to nie wyszło. Może jednak dobrze się stało, bo w ten sposób nagroda może być prezentem świątecznym. Do wygrania są dwie bardzo zabawne książki dla dzieci wydawnictwa Nasza Księgarnia, płócienna torba na książki z Targów Książki i przypinka. Konkurs trwa do 15.12, żeby nagroda mogła dotrzeć do zwycięzcy przed świętami.

Książki:
Agnieszka Tyszka "Zosia z ulicy Kociej", Nasza Księgarnia, Warszawa 2014
Rafał Witek "Zgniłobrody i Luneta Przeznaczenia", Nasza Księgarnia, Warszawa 2014

Książki są wspaniale ilustrowane i przeznaczone dla dzieci w wieku od lat 7.



Zasady konkursu:

W konkursie może wziąć udział każdy, kto do 15 grudnia 2014 zostawi komentarz pod tym wpisem. W komentarzu proszę odpowiedzieć na pytanie konkursowe: którą książkę z dzieciństwa najmilej wspominacie? Zwycięzcę konkursu wyłonię na drodze losowania. Komentatorzy anonimowi proszeni są o pozostawienie adresu e-mail. Rozstrzygnięcie konkursu ogłoszę 16 grudnia na blogu, a zwycięzca otrzyma nagrodę pocztą. Oczywiście zachęcam do polubienia strony bloga na Facebooku i śledzenia mojego bloga na Bloggerze, Bloglovin' itd., ale nie jest to warunek konieczny.





niedziela, 2 listopada 2014

Zaduszki


Już nic nie napiszą...
Odeszli w ciągu ostatniego roku:


Tadeusz Różewicz (9 X 1921 - 24 IV 2014)
Chciałbym nie mówić
lecz czynić słowami
aby słów moich dotknęli rękami
ludzie

Nadine Gordimer (20 XI 1923 - 13 VII 2014)
The truth isn't always beauty, but the hunger for it is.

Gabriel Garcia Márquez (6 III 1927 - 17 IV 2014)
Plemiona skazane na sto lat samotności nie mają już drugiej szansy na ziemi.

Doris Lessing (22 X 1919 - 17 XI 2013)
Każda powieść jest czyjąś historią, w przeciwieństwie do życia, które jest splotem wydarzeń.

Sue Townsend (2 IV 1946 - 10 IV 2014)
W czasie posiłku bezskutecznie usiłowałem zlokalizować Wyspy Falklandzkie na naszej mapie świata. Mamie się to udało: były pod okruchami keksu.