Pokazywanie postów oznaczonych etykietą martwa natura z książką. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą martwa natura z książką. Pokaż wszystkie posty
piątek, 6 stycznia 2017
365 dni z książką...
...czyli Czytam to i owo... na Instagramie. Mam szczerą nadzieję, że 2017 będzie dla mnie blogowo bardziej udany niż rok miniony, kiedy prawie nic nie pisałam (co oczywiście nie oznacza, że nic nie czytałam. Czytałam, z moich statystyk wynika, że przeczytałam 47 książek, co może nie jest szczególnie imponującym osiągnięciem, ale nie o ilość przecież chodzi, a o to, co nam te książki dają. Mnie w tym roku: przede wszystkim dużo przyjemności, która trwa i trwa - bo prawie jedną czwartą z tej liczby stanowiły tysiącstronicowe powieści). Spójrzmy jednak prawdzie w oczy: upłynął już prawie tydzień nowego roku, a ja nie zamieściłam jeszcze ani jednego porządnego wpisu. Na wypadek, gdyby to miał być prognostyk na cały rok, postanowiłam się zabezpieczyć. Jeśli nie uda mi się regularnie pisać o książkach, to przynajmniej będę promować czytelnictwo za pomocą obrazu.
wtorek, 23 lutego 2016
Nowe hobby
W moim ogrodzie kwitną już pierwsze przebiśniegi, a ja znalazłam nowe hobby! I jedne, i drugie możecie zobaczyć na dzisiejszych zdjęciach. Pozwalam sobie zaprezentować to hobby tutaj, ponieważ łączy się z tematyką książkową.
niedziela, 27 grudnia 2015
Festiwal Dwustulecia "Emmy" - podsumowanie
Powyższy obrazek przypomina mi kartkę świąteczną. Możemy sobie wyobrazić, że to trzej królowie podążający na spotkanie z Dzieciątkiem - wyjątkowo nie na wielbłądach lub im podobnych stworzeniach, jak zazwyczaj ich sobie wyobrażamy, ale powozem zaprzężonym w parę koni (dzięki moim "studiom" nad środkami transportu w powieściach Jane Austen wiem, że tym powozem jest chaise). Obrazek jest w rzeczywistości ilustracją do "Emmy" autorstwa Philipa Gougha. Ilustracją jak najbardziej na czasie, przedstawia powrót Woodhouse'ów w wigilijną noc z przyjęcia w Randalls. Poświąteczna niedziela jest chyba dobrym momentem na podsumowanie Festiwalu.
wtorek, 15 grudnia 2015
Zaproszenie
Przypominałam o tym dosyć często, a dzisiaj przypomnę po raz ostatni. Już jutro, w rocznicę urodzin Jane Austen, otwarcie blogowego Festiwalu "Emmy"! Świętujemy dwusetną rocznicę wydania powieści. Do 23 grudnia na blogach biorących udział w Festiwalu będą się ukazywać wpisy poświęcone "Emmie" i jej autorce.
Jutro Padma z Miasta Książek wyjaśni, dlaczego "Emma" wielką powieścią jest, a Pyza z Pierogów pruskich przyjrzy się tłu historycznemu utworów Jane Austen. Oczywiście zapraszam też do mnie, na wpis-niespodziankę!
czwartek, 10 grudnia 2015
Obrazki

To zdjęcie jest częściowo inspirowane niedawnym wpisem Pyzy o nietypowych książkowych prezentach (propozycje świetne i jeszcze można zdążyć przed Gwiazdką), częściowo pomysłem, który chodził mi po głowie od dawna. Poza tym przeniosłam się na nowy komputer i kupiłam wreszcie nowy tusz do drukarki, a oba te doniosłe wydarzenia przyczyniły się do podniesienia jakości moich doznań czytelniczych. Wygląda na to, że w tym tygodniu również będą u mnie wyłącznie posty "niepiśmienne", ale to się całkowicie zmieni już od środy. Oczywiście nie chodzi o to, że czytam teraz mało i nie mam o czym pisać. Czytam dużo (i piszę), ale ciągle o tej samej książce. A ponieważ to książka bardzo interesująca (co widać po ilości samoprzylepnych karteczek, które do niej wkleiłam) i co chwilę odkrywam w niej coś nowego, bez żalu odkładam inne lektury - chyba dopiero na Święta.
(Tak na marginesie: co sądzicie o tej rybiej łusce w tle blogu?)
wtorek, 17 listopada 2015
MARTWA NATURA Z KSIĄŻKĄ: "Emma", eskapistycznie
W czasie ubiegłego bardzo ponurego weekendu (niestety nie mam tu na myśli pogody), pewnie nie tylko mnie było trudno skupić się na spokojnej lekturze. Mimo to, jedną książkę udało mi się skończyć. O niej napiszę jutro, bo jej temat jest równie przytłaczający jak wydarzenia z Paryża, choć kontekst zupełnie inny - mówi o tym, co, i w imię czego, człowiek jest w stanie zrobić drugiemu człowiekowi.
Ale to jutro, a dziś chwila wytchnienia. Uciekniemy do świata, który jest uporządkowany i przewidywalny, a przyszłość świetlana (zwłaszcza, jeśli się ma ze trzydzieści tysięcy funtów na trzy procent). Świata, w którym możemy się zajmować wyłącznie malowaniem i układaniem szarad, ewentualnie zbieraniem truskawek, jeśli szarady nas znużą. Krótko mówiąc, proponuję chwilę w towarzystwie Emmy.
piątek, 6 listopada 2015
MARTWA NATURA Z KSIĄŻKĄ: Listopad
Miałam zamiar napisać dziś o nowej książce, ale kiedy człowiek chory - a to właśnie mi się przytrafiło - to nie zawsze ma ochotę na wysiłek intelektualny. Dlatego w zamian postanowiłam obfotografować książkę starą. Poza tym czytanie tej właśnie książki tak mnie obecnie pochłania, że nie chciałam jej porzucać na czas potrzebny do napisania recenzji. Jeśli ktoś jest znużony tym, że ostatnio wszystkie książki pojawiają się u mnie w towarzystwie róż, to bardzo mi przykro, ale ten stan jeszcze trochę potrwa. Do czasu aż mróz zetnie wszystkie pąki. A co to za książka? Wyjaśni się to niebawem, a tymczasem - wracam do lektury.
czwartek, 22 października 2015
Teraz czytam...
Czytelniczo jestem obecnie w sytuacji przypominającej niedolę osiołka, któremu w żłoby dano. Tyle ciekawych książek mi się spiętrzyło - jak widać na powyższym zdjęciu - że po prostu nie wiem, za którą się zabrać. Wszystkie zaczęłam i, chcąc nie chcąc, czytam równolegle, co oczywiście nie jest sytuacją idealną.
Z przodu, kolejno od góry:
- Kończę opowiadania M.R. Jamesa, do których zamierzamy z Pyzą wrócić, mniej więcej w czasie wigilii Wszystkich Świętych
- Bookery, Pulitzery, przyznam, że trochę to na mnie działa, a szczególnie kiedy tematyka nagradzanych książek mieści się w mojej sferze zainteresowań. Tak było w przypadku "Ścieżek północy" Richarda Flanagana. Bardzo na tę książkę czekałam, wrażenia po przeczytaniu około 1/3 mam jednak mieszane. Życie głównego bohatera ciągle skrywa dla mnie wiele tajemnic, co nieco wiem już o tym, co się z nim działo w czasie wojny w japońskim obozie jenieckim - te fragmenty są bardzo mocne. Ale wątek miłosny na razie jest dla mnie mało przekonujący.
- Pulitzer 2015, czyli "Światło, którego nie widać" Anthony'ego Doerra. Zdążyłam tylko zajrzeć, jeszcze nie wiem, czy spełni moje oczekiwania, ale kusi coraz bardziej.
- "Samotnia" Dickensa - zaczęłam czytać na listopadowy Piknik z klasyką.
- Przeglądam też już Emmę i szukam inspiracji na grudniowy festiwal.
- "Pana Holmesa" zdążyłam już przeczytać i wkrótce podzielę się z Wami swoimi wrażeniami.
- O "Solfatarze" Macieja Hena słyszałam tyle dobrego, że po prostu musiałam ją zdobyć. Dobra powieść historyczna zawsze znajdzie u mnie miejsce, a ta jest podobno napisana i z rozmachem, i finezyjnie. I przez polskiego autora, co też nie było bez znaczenia.
Mogłabym jeszcze wśród zaczętych wymienić "Ty pierwszy, Max" Leeny Parkkinen. Na razie nie udało mi się na niej skupić, ale też sporo sobie po tej książce obiecuję. Wydana u nas parę lat temu powieść fińska, na naszym rynku wydawniczym to jednak rzadkość. I - wbrew temu, z czym się obecnie literatura z Północy kojarzy - nie jest to kryminał.
Macie swoje typy spośród wyżej wymienionych?
wtorek, 22 września 2015
środa, 19 sierpnia 2015
Czas na piknik!
Jak na pewno zdążyliście się już zorientować, jeśli tu zaglądacie (mam nadzieję, że wciąż ktoś zagląda), w wakacje jestem bardzo leniwą blogerką. Na szczęście piknik jest imprezą wybitnie wakacyjną, więc kolejna edycja "Pikników z klasyką" odbędzie się jutro zgodnie z planem. Tym razem bierzemy na warsztat horror, a ściślej: trzy opowiadania M.R. Jamesa. Ponieważ, jak już wspomniałam, jestem obecnie blogowo leniwa, jako poczęstunek na piknik zostawiam jedynie poniższą martwą naturę. Choć zamiast wina może bardziej pasowałby kieliszek sherry ;)
Zapraszam jutro!
wtorek, 11 sierpnia 2015
sobota, 13 czerwca 2015
poniedziałek, 18 maja 2015
wtorek, 5 maja 2015
Chwila w Angielskim Ogrodzie
Chyba nie pomylę się, twierdząc, że większość z nas, czytelników, lubi serie wydawnicze. W moim czytelniczym życiu najbardziej pamiętne są bliźniacze serie Salamandra i Kameleon (wydawnictwa Rebis oraz Zysk i S-ka), w których wychodziły m.in. powieści Williama Whartona i Jonathana Carrolla, którymi kiedyś, w zamierzchłych już czasach, wszyscy się zaczytywali. Z czasów jeszcze dawniejszych pochodzą tak zasłużone serie jak Koliber Książki i Wiedzy czy Nike Czytelnika, albo "Poczytaj mi mamo" Naszej księgarni. Serie mają dwie (co najmniej) poważne zalety. Po pierwsze seria jest czymś, co może nam pomóc w nawigacji po niezmierzonym oceanie książek. Ktoś już za nas wykonał część roboty, dobierając książki do wydania w serii według jakiegoś klucza, i jeżeli jest to równocześnie klucz do naszego czytelniczego serca, problem "co by tu poczytać" mamy rozwiązany. Drugą zaletą serii jest to, że książki w jednolitej szacie graficznej dobrze się prezentują na półkach, no i w kompletowaniu serii jest coś satysfakcjonującego, prawda?
Pozwolę sobie dzisiaj zrecenzować nie książkę, a serię wydawniczą, publikowaną właśnie przez Świat Książki. Seria Angielski Ogród to dziewiętnastowieczna klasyka literatury angielskiej, kobiecej - to znaczy tworzonej przez kobiety, ale też kierowanej przez wydawnictwo, jak sądzę, głównie do kobiet. Książki są "kobieco" wydane, na okładkach pojawiają się różane wzory, nawiązujące do tkanin i tapet z tamtego okresu. Seria jest bardzo miła dla oka, co prawda akurat ja żyję w otoczeniu kobiet, które do różyczek mają stosunek raczej negatywny, ale ogólnie rzecz biorąc, reakcję czytelniczek zainteresowanych tego typu literaturą można uznać za wręcz entuzjastyczną (ja też jestem w tej grupie). Pomysł na te okładki jest właściwie banalnie prosty, ale w tym przypadku "banał" to zaleta. Seria ukazuje się w dwóch liniach, "luksusowej" - twarda oprawa z obwolutą, wszyta tasiemkowa zakładka, i "ekonomicznej" - twarda okładka bez obwoluty. Okładki tej droższej linii są ładniejsze, prostsze i elegantsze, okładka pod obwolutą jest matowa i prezentuje się jeszcze lepiej niż obwoluta. Okładki serii tańszej są błyszczące, czego nie lubię, ale za to książki są tanie - "sugerowana cena detaliczna" to 15 zł. (W ubiegłym tygodniu kraj zelektryzowała wiadomość, że ta seria jest dostępna w sieci dyskontów spożywczych w cenie 9,99 zł za książkę. Kto się nie załapał, informuję, że w podobnej cenie można je znaleźć w księgarniach internetowych.)
Pomysł z wprowadzeniem taniej linii bardzo mi się podoba, bo książki powinny być przede wszystkim dla czytelników, a nie dla snobów. O tym, że okładki przypadły mi do gustu już pisałam, ale - jest tu właśnie pewne "ale", bo jednoznacznie sugerują, że to literatura "dla kobiet" i obawiam się, że mogą odstraszać mężczyzn. Takie podejście nie oddaje sprawiedliwości autorkom, które tworzyły po prostu znakomite powieści. Ich odbiór nie powinien się ograniczać tylko do jednej płci. Nie wiem, jak dalekosiężne plany ma wydawnictwo w związku z tą serią, na razie ukazały się cztery powieści Jane Austen, trzy Elizabeth Gaskell i "Wichrowe Wzgórza" Emily Brontë.
Powieści Austen są w tłumaczeniu Anny Przedpełskiej-Trzeciakowskiej. "Duma i uprzedzenie" ma adnotację: "przekład przejrzany i poprawiony przez tłumaczkę", a "Mansfield Park" - "wydanie przejrzane i poprawione". Przekład Katarzyny Kwiatkowskiej "Północy i Południa" Gaskell, który właśnie przeglądam, jest bardzo dobry, "Panie z Cranford" są w tłumaczeniu Aldony Szpakowskiej z lat 70. Wszystkie książki opatrzone są przypisami, akurat w takiej ilości, która nie przytłacza, ale pozwala lepiej się zorientować współczesnemu czytelnikowi w realiach powieści. Minusem jest fakt, że nie zdecydowano się na wydanie krytyczne i opatrzenie książek wstępem lub posłowiem, co moim zdaniem, w przypadku klasyki literatury, zwłaszcza tej mniej u nas znanej (jak Gaskell) jest bardzo pożądane.
Ogólnie serię - zarówno pomysł, jak i wykonanie - oceniam bardzo dobrze, z powyższymi zastrzeżeniami. I z niecierpliwością czekam na kolejne tomy, przede wszystkim "Perswazje" i "Emmę", marzy mi się też "Lady Susan".
*** Od lewej: książka w wydaniu z obwolutą, książka za zdjętą obwolutą, wydanie bez obwoluty ***
czwartek, 23 kwietnia 2015
MARTWA NATURA Z KSIĄŻKĄ: kwiecień
Podobno co czwarty Polak nie ma w domu ani jednej książki. Cóż za niesłychana asceza, ja nie byłabym do tego zdolna. Posiadanie książek (a także - przyznaję - ich fotografowanie) sprawia mi prawie tyle samo przyjemności co czytanie (zresztą znaczną większość z posiadanych rzeczywiście przeczytałam). Światowy Dzień Książki mogłam więc uczcić tylko w jeden sposób - trochę zaszaleć w księgarni (internetowej - cóż, takie czasy). Oto moje ostatnie zakupy książkowe. Przyznam, że głównie pod hasłem: "jak tu nie kupić, jak takie tanie" oraz wychodzące naprzeciw mojej potrzebie posiadania przedmiotów w różyczki. Ale oprócz staroci są też dwie pozycje, które mogę zaliczyć do nowości: "Za ścianą" Sary Waters - wydana pod koniec lutego i "Wciąż czekam" Louisy Young, która ukazała się w kwietniu (postanowiłam przetestować powiedzenie "nie osądzaj książki po okładce" - prawdę mówiąc, zwróciłam na nią uwagę właśnie dzięki paskudnej okładce).
Zazwyczaj nie piszę typowych recenzji, bo czytam jednak głównie książki nie najnowsze lub całkiem stare (a uważam, że te się raczej omawia lub analizuje), albo takie, które już wszyscy wcześniej zdążyli zrecenzować. Na ogół unikam więc słowa na "r". Ale wejście przeze mnie w posiadanie nowości oznacza, że wkrótce możecie się spodziewać wpisów oznaczonych etykietą: recenzja.
Udanego Dnia Książki!
(A pierwiosnki są oczywiście z mojego ogródka).
Zazwyczaj nie piszę typowych recenzji, bo czytam jednak głównie książki nie najnowsze lub całkiem stare (a uważam, że te się raczej omawia lub analizuje), albo takie, które już wszyscy wcześniej zdążyli zrecenzować. Na ogół unikam więc słowa na "r". Ale wejście przeze mnie w posiadanie nowości oznacza, że wkrótce możecie się spodziewać wpisów oznaczonych etykietą: recenzja.
Udanego Dnia Książki!
(A pierwiosnki są oczywiście z mojego ogródka).
środa, 8 kwietnia 2015
Martwa natura z książką - różowo
sobota, 4 kwietnia 2015
Wielkanoc
Jutro z racji Świąt robię sobie blogowe wolne, więc nie będzie coniedzielnego odcinka "Sztuki czytania". Za to dzisiaj wielkanocna martwa natura z książką, a właściwie - Księgą. W lany poniedziałek wracam już z wpisem książkowym (mam nadzieję, że w kwietniu będzie ich więcej niż w ubiegłym miesiącu) - a książka będzie straszna ;)
Wesołych Świąt!
wtorek, 31 marca 2015
Martwa natura z książką: w brązach, przedwiosennie
"Dziewczęta z Nowolipek" Gojawiczyńskiej z r. 1947.
"Dwa bieguny" Orzeszkowej z r. 1950.
Książka bez strony tytułowej ("Somosierra" Wacława Gąsiorowskiego).
sobota, 21 marca 2015
wtorek, 17 lutego 2015
Subskrybuj:
Posty (Atom)