niedziela, 20 grudnia 2020

PIKNIKI Z KLASYKĄ: Eliza Orzeszkowa, "Cham"


 

Witam po długiej przerwie na kolejnym Pikniku z klasyką (czyli wspólnym przedsięwzięciu moim i Pyzy - blog pierogipruskie.pl, przypominam, bo od ostatniego pikniku minęło sporo czasu). Dzisiaj pora na klasykę polską, Orzeszkową i "Chama". Mam nadzieję, że przyłączycie się do dyskusji.


***


Pyza: Zapytam od razu na wstępie. O czym według Ciebie jest “Cham”? I nie czekając na odpowiedź - wybacz tę drobną nieuprzejmość na wstępie - powiem od razu, że dla mnie to jest przede wszystkim powieść o miłości. Wielkiej, toksycznej, przypadkowej… Taka powieść, którą śmiało można postawić obok “Pani Bovary”, a może nawet jeszcze śmielej, bo Eliza Orzeszkowa trochę rozrzedza ten obłok panów z epoki, piszących na zbliżony temat.

Tarnina: To jest pytanie, które sama sobie zadawałam, czytając książkę, i nie jest ono łatwe. Co więcej, nie jestem nawet pewna, kto jest głównym bohaterem tej powieści. Mamy tu historię związku Pawła, wiejskiego rybaka i Franki, pochodzącej z miasta służącej. Bohaterowie doświadczają silnych emocji, ale nie powiedziałabym, że „Cham” to „powieść o miłości”, a jeżeli już, to o pewnym szczególnym jej rodzaju, czyli chrześcijańskiej miłości bliźniego, ponieważ nie wydaje mi się, żeby bohaterów łączyło to, co ja nazwałabym miłością. Do tego tematu na pewno jeszcze w szczegółach wrócimy, a tymczasem nie będę dłużej uciekać od odpowiedzi na Twoje pytanie. Według mnie „Cham” to przede wszystkim powieść o determinizmie losu ludzkiego.

Pyza: Rozwiniesz? Czy chodzi o to, że bohaterowie są na siebie skazani i ta jedna wycieczka, którą Paweł robi po rzece i w czasie której spotyka Frankę, wyznacza jego i jej przyszły los?

Tarnina: Czytając powieść, głównym pytaniem, które kołatało mi się po głowie było: czy jest w ogóle możliwe, żeby Franka zawróciła (lub żeby ktoś ją zawrócił) z drogi do samozagłady? Miała trudny start w życiu – nie tylko jeśli chodzi o warunki ekonomiczne, ale przede wszystkim w kwestii zaspokojenia potrzeb emocjonalnych dziecka – który w dużym stopniu wyjaśnia, dlaczego jest, jaka jest w momencie, w którym spotyka Pawła. Tego rodzaju determinizm (społeczny) mam na myśli. A wracając do tematu miłości...

Pyza: Orzeszkowa trochę może w zawoalowany sposób, ale jednak pokazuje, że Pawła i Frankę łączyło coś więcej niż jego pociąg do “ratowania jej duszy”. Nie bez kozery są tam przecież ciągłe wzmianki o tym, że w Pawle ku zdziwieniu wszystkich (i jego samego zresztą też) budzi się dość nieoczekiwanie namiętność. Zaczyna się wszystko faktycznie niewinnie, od pocałunków w czoło czy włosy, ale jednak już w scenie na porośniętej goździkami wysepce okazuje się - wtedy jeszcze ku oburzeniu Franki - że Paweł czuje do niej zdecydowany pociąg fizyczny. Mnie się to kłóci z takim dość wyidealizowanym uczuciem miłości bliźniego - nie sądzę, że Paweł zrobiłby wszystko, co zrobił, tylko z chrześcijańskiego miłosierdzia?

Tarnina: O tak, Orzeszkowa wyraźnie daje do zrozumienia, że mamy do czynienia z fascynacją erotyczną, obustronną zresztą. Gdyby chcieć przepisać książkę współcześnie na nowo, to wyraźnie widać miejsca, w których mogłyby się znaleźć sceny erotyczne. I wydaje mi się, że jeśli chodzi o motywację Franki do związania się z Pawłem, to na tym ona się kończy. Z jego strony jest jeszcze ten drugi komponent, właśnie miłosierdzia czy miłości bliźniego. Ale te dwa składniki to jeszcze nie miłość. Miłość wymaga zrozumienia i akceptacji drugiej strony, tymczasem mamy do czynienia z dwojgiem ludzi, którzy o sobie nawzajem wiedzą bardzo niewiele, nie rozumieją się, nie znają swoich potrzeb i właściwie oboje liczą na to, że w nowym, wspólnym życiu to ta druga strona się dostosuje.

Pyza: Jeśli chodzi o dostosowanie - zastanawiam się nad tym również, a symbolem tego niech będą ubrania Franki: wszak ona nawet w swoich najlepszych chwilach zostawia sobie to “miejskie” ubranie i Paweł nie ma nic przeciwko, żeby nie tylko je miała. Ona w nim jeździ co tydzień do kościoła. Z kolei u niego wyraźną zmianą są lekcje czytania… Wracając do motywacji Franki - jest w jej charakterze coś jeszcze, związane z tymi brakami emocjonalnymi, o których pisałaś.Ta jej bezinteresowność, chęć obdarowania ludzi, których w danym momencie lubi i szanuje. Pamiętasz, jak mówi, że nigdy nie kłamie i nie kradnie? I faktycznie przez całą powieść taką ją widzimy: kłamie tylko raz, kiedy strach jest w niej silniejszy od tej cechy charakteru, którą w sobie szanuje.

Tarnina: Franka jest złożoną i ciekawą postacią i to właśnie ją, wbrew tytułowi, który sugeruje co innego, uznałabym za główną bohaterkę powieści. Na szczęście Orzeszkowa nie ograniczyła się do pokazania jej jako stereotypu „złej kobiety”, dzięki której bohater będzie miał okazję do praktykowania cnót chrześcijańskich. Przy całym swoim egoizmie, megalomanii, pogardzie dla ludzi, z którymi przyszło jej żyć (nie wydaje mi się, żeby Franka kogokolwiek szanowała), jest też w niej, jak zauważyłaś, hojność i bezinteresowność (w żadnym momencie jej postępowanie nie jest motywowane względami materialnymi, ale co ciekawe, to też jest jedna z jej cech autodestruktywnych) i szczerość. Jednak od początku widać, że jest to postać bardzo ułomna, która nie jest sobie w stanie sama pomóc, ale też nie da się jej pomóc takimi środkami, jakimi dysponuje Paweł.

Pyza: Czyli uważasz, że Franka jednak dąży do samozagłady i starania Pawła nie mogłyby odnieść żadnego skutku? Z jednej strony - przytaknęłabym. W końcu wszystko zmierza do katastrofy, ale… Orzeszkowa napisała “Chama” w taki dość specyficzny sposób, jakby to była sinusoida. Góra - dobrze, jest szansa, jest nadzieja, może coś z tego będzie. Dół - a jednak nie, chyba wszystko już przepadło. Góra - o, a jednak może coś z tego będzie? Dół - i tak dalej. Nie wiem, czy to nie sugerowałoby jednak, że nie od początku powinnyśmy jako czytelniczki spodziewać się najgorszego?

Tarnina: Trajektoria tego związku jest przewidywalna, bo wynika wprost z osobowości obojga bohaterów: zaufanie-zdrada-przebaczenie-zdrada-przebaczenie-tragedia. To się nie mogło dobrze skończyć. Franka właściwie odtwarza życie swojej matki (znowu determinizm), z tą różnicą oczywiście, że matka miała męża pijaka, a Franka oddanego i troskliwego. W tym kontekście znaczący wydaje mi się fakt, że dziecko Franki to chłopiec – czy gdyby było dziewczynką, byłoby skazane na powtórzenie życia matki i babki? To z kolei prowadzi mnie do pytania, czy można „Chama” interpretować jako powieść o „patriarchalnym zniewoleniu”?

Pyza: To bardzo ciekawa uwaga, nie pomyślałam, żeby zinterpretować pojawienie się Oktawiana w tym kontekście! Tu szybko tylko nadmienię, że bardzo mi się podobało, jak Orzeszkowa to dziecko napisała. Bez patosu, bez upupiania, bardzo realistycznie. Chociaż tym imieniem wbija chyba szpilę swojej bohaterce, nie sądzisz?

Tarnina: Owszem, zwłaszcza, że chłopczyk będzie znany w swoim (wiejskim) otoczeniu jako Chtawjan.

Pyza: A wracając do Twojego pytania. Hm. Tak, myślę, że na pewnym poziomie możemy tak "Chama" czytać. W końcu sama Franka wciąż powtarza, że jest zniewolona tym, że przyszła mieszkać na wsi - kiedy opada z niej pierwszy entuzjazm, jaki z niej w końcu zawsze opada - no i trudno zapomnieć o ostatecznej radzie skądinąd sympatycznej wioskowej znachorki. Chodzi mi oczywiście o to, by Paweł Frankę zaczął bić. Wstrząsnęła mną ta scena, przyznaję uczciwie.

Tarnina: W kontekście epoki to niestety dosyć oczywista porada, ale ciekawe, że pada z ust kobiety. Zresztą to właśnie kobiety są w powieści „strażniczkami patriarchatu”, to one przede wszystkim są oburzone nieprzystawaniem Franki do wzorca wiejskiej gospodyni. Paweł jest natomiast człowiekiem obdarzonym nieprzeciętną łagodnością i delikatnością i bardzo długo odrzuca jakąkolwiek myśl o przemocy fizycznej, uciekając się do niej dopiero, gdy inne środki zawiodły. Początkowo stara się zmienić Frankę, dając jej swobodę i dobry przykład, potem narzucając jej reżim pracy i modlitwy, ale jednak od początku stawia się w roli Pigmaliona i ten motyw wpisuje się, w pewnym sensie, w patriarchalną przemoc.

Pyza: W tej społeczności oceniającej Frankę jednak przewija się kilku mężczyzn, choćby jeden z bogatszych włościan, który zazdrości Pawłowi, że nauczył się czytać. Ale tak, jako “masa” przeważają tutaj kobiety. A skoro już przy tym jesteśmy: co sądzisz o postaci żebraczki? Nie wydaje mi się, że to zwykłe lustrzane odbicie czy przestroga dla Franki?

Tarnina: Żebraczka odegrała w całej historii rolę złego ducha, kusicielki, która wyzwala we France złe skłonności. Ale tak, wydaje mi się, że ona ma pokazywać , jaki los czeka Frankę. Jest też przeciwwagą dla wspomnianej wcześniej znachorki, która jest stronniczką Pawła i wydaje się, że ona z kolei jest wpływem pozytywnym. Ale w gruncie rzeczy obie są raczej siłą niszczącą wobec małżeństwa bohaterów.

Pyza: Muszę Ci powiedzieć, że zafascynowało mnie, że Orzeszkowa gra tą postacią na dwa fronty trochę. Z jednej strony to jest aż za wyraźne ostrzeżenie (czytamy jednak powieść tendencyjną, więc nie ma co tego ukrywać) przed tym, jaki los może Frankę czekać. Z drugiej jednak to jest taka bohaterka, która patrzy na siebie i swój interes - bardziej dlatego schlebia France niż dlatego, że faktycznie tak myśli. I trzecia sprawa: ona jednak w finale odgrywa dużą rolę, bo jako jedyna wie, co zrobiła Franka. Jest taką nośniczką wiadomości, nie tylko złym duchem, ale i posłańcem ważnych nowin.

Tarnina: Wracając do Franki, jest w jej postaci jeszcze jeden rys, o którym do tej pory nie wspomniałyśmy: choroba psychiczna. Jak odbierasz podjęcie tego tematu przez Orzeszkową?

Pyza: Temat bardzo interesujący w kontekście, w którym stawia go Orzeszkowa. Wydaje mi się, że składa się on z kilku pięter. Umożliwia on czytanie postaci Franki jako osoby nieprzystającej do normy, bo mającej problem: ale jak już ustaliłyśmy, problemy Franki mają wiele źródeł i to byłoby spłaszczenie tej postaci. Nie sądzę też, że Orzeszkowa idzie w takie proste ustawienie optyki czytelnika, bo początkowe opisy choroby Franki są dość oględne - te szumy w głowie chociażby. Innym piętrem jest narastanie tych objawów właśnie: kiedy one się potęgują? Jeszcze innym, czy charakter Franki, raz wesołej i hojnej, raz wściekającej się o byle co i niebezpiecznej dla otoczenia, jest uzależniony od choroby właśnie?

Tarnina: Przyznam się, że zastanawia mnie motyw choroby psychicznej Franki. Orzeszkowa jest dosyć oszczędna w pokazywaniu choroby. Mam wrażenie, że to czyni postać Franki bardzo niejednoznaczną. Jej zaburzenia ujawniają się dosyć wyraźnie pod koniec książki, ale kiedy spojrzymy wstecz, to wiele jej wcześniejszych zachowań, wzmianek o pobycie w szpitalu (jeszcze zanim poznała Pawła) też możemy interpretować w kontekście choroby psychicznej – i zdjąć z niej odpowiedzialność za to jak pokierowała swoim życiem (przy czym słowo „pokierowała” byłoby całkowicie nieadekwatne). Ale czy musimy? Nie mam pewności.

Pyza: Te początkowe opisy zwłaszcza mnie skłaniały bardziej ku takiej interpretacji, że Franka z pewnością jest chora, ale że to choroba ciała, nie duszy. Zobacz, ile razy Orzeszkowa powtarza, że bohaterce jest rano zimno, że ma niezdrową cerę i tak dalej.

Tarnina: Tak, ja też początkowo myślałam, że Franka jest chora somatycznie, a nie psychiczne (to zresztą nie są wzajemnie wykluczające się możliwości), ale późniejszy rozwój wydarzeń skłonił mnie do reinterpretacji. Choć przyznam, że nie do końca mnie ten wątek przekonuje. Bo jeśli przyjmiemy interpretację choroby psychicznej, to nie ma już sensu rozpatrywanie postępowania bohaterki i jej relacji z innymi ludźmi w kontekście etyczno-moralnym, co jest moim zdaniem ciekawsze. Choroba psychiczna wydaje mi się zbyt prostym wytłumaczeniem.

Pyza: A czy ja pewno te interpretacje się wykluczają? Bo wydaje mi się, że w przypadku Franki mamy do czynienia z epizodami, w których choroba się uwidacznia, ale nie jest też tak, że jest ona widoczna przez cały czas.

Tarnina: Ciekawe byłoby porównanie ówczesnego stanu wiedzy z dziedziny psychiatrii i psychologii z symptomami opisywanymi przez Orzeszkową. Myślę, że to pomogłoby ustalić rolę tego wątku w powieści, na ile pisarka rzeczywiście interesowała się tym tematem, i na ile chciała zainteresować nim czytelnika. Tak czy owak, jest w powieści dosyć wyraźna sugestia, że Franka w ostatnich scenach powieści była niepoczytalna (piszę oględnie, żeby – na wszelki wypadek – nie zdradzać wszystkiego).

Pyza: I w związku z tym ciekawa jest zarówno reakcja Pawła, jak i całej wsi na to, jak się zachowuje. Muszę przyznać, że moment, w którym Franka zostaje oddana urzędnikowi policyjnemu wywołał we mnie ciarki. Bo Orzeszkowa każe się nam przyglądać, jak Franka powoli się ubiera, wiedząc, co ją może czekać, wychodzi, a my wiemy, że nagle ten facet - już od dawna źle nastawiony do niej i do Pawła, co nam autorka pokazuje w jednej króciutkiej scenie - ma nad nią całkowitą władzę. I może zrobić cokolwiek, bo jest naraz sędzią, wykonawcą wyroku… potencjał przemocy w tej scenie jest ogromny.

Tarnina: Tak, ja też zwróciłam na tę scenę uwagę. Ale proponuję, żebyśmy w tym miejscu zawiesiły naszą dyskusję, i kontynuowały w komentarzach. Mam nadzieję, że również z udziałem innych czytelniczek i czytelników.

***

Zapraszam do komentowania pod tym postem. Ten tekst ukazał się też na blogu Pyzy, a można nas również znaleźć na Instagramie, jako @czytamtoiowo i @pyza.pruska.

28 komentarzy:

  1. Zmieniam wątek na chwilę, bo rzuciłam okiem na ekranizację telewizyjną z 1980 (można znaleźć na stronach TVP)i jedno, z tego rzucenia okiem, mnie uderzyło: film pokazuje, mam wrażenie, chłopów zupełnie inaczej niż Orzeszkowa. Bo ona ich traktuje z szacunkiem. To są ludzie prości, ale nie prostaccy. Mam na myśli nie tylko postać Pawła, który w ogóle jest wyjątkowy (ale nie w sposób, który czyniłby go niewiarygodnym), ale też całą społeczność wiejską tam pokazaną. Widać , że są ciekawi świata, że mają jakieś wyższe potrzeby i dążenia (choćby nauka czytania, podejmuje ja Paweł, ale książka w rękach Franki to obiekt podziwu całej wsi; opisując dom Ulany Orzeszkowa też mówi, że w jego urządzeniu widać istnienie potrzeb estetycznych). To inne spojrzenie na XIX-wieczną wieś niż to, które wynieśliśmy ze szkolnych lektur typu "Antek". I też inne niż w tej ekranizacji, która raczej pokazuje chłopów jako głupich i prymitywnych (choć przyznaję, że całego filmu nie obejrzałam).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, totalnie się zgadzam z tym, co piszesz: jesteśmy w nurcie chłopskim przyzwyczajeni do takiego obrazu wsi zacofanej, z ciemną masą chłopów, którzy opowiadają się za jakąś źle zrozumianą tradycją. Taki pełniejszy rysunek - i pięknie zarysowana emocjonalność - mnie na przykład jak dotąd kojarzyła się dopiero z "Kamieniem na kamieniu" Myśliwskiego (jaka to jest smutna, smutna love story!). Tym bardziej ta Orzeszkowa mnie zaskoczyła. Ale powiem Ci, że w posłowiu do mojego wydania "Chama" zostało to odnotowane, pozwolę sobie zacytować: "Mało jest w literaturze światowej scen podobnych do tej, kiedy Paweł przezwyciężając niemoc fizyczną i zranioną miłość własną, walcząc z zazdrością, gniewem i bólem zdradzonego męża, dźwiga się z łóżka (...), żeby w tajemnicy przed całym światem ratować ją od więzienia za ostatnie oszczędzone grosze (co za sprzeczność z tradycyjnym pojęciem o chłopskiej chciwości!" (niestety Autor_ka posłowia są niepodpisani). I tutaj sobie myślę, że Orzeszkowa złapała tę wieś w takim bardzo przełomowym momencie i przygląda się jej z ciekawością, zamiast odnotowywać zacofanie. Ale, ale, zapomniałam Cię zapytać w dyskusji - oprócz tego, o czym rozmawiamy teraz - więc pytam, żeby nie zapomnieć: co sądzisz o samym zakończeniu?

      Usuń
    2. Nie wiem, jaki konkretnie aspekt zakończenia masz na myśli, bo można je rozpatrywać na wielu poziomach, ale odpowiem, że to zakończenie, które określiłabym jako słodko-gorzkie, bardzo mi się podobało. Jeśli chodzi o fabularne domknięcie losów bohaterów, to po całym dramacie, przez który pisarka przeprowadziła czytelników, ono daje jakieś poczucie spokoju i nadziei. Ale odnosząc się jeszcze do tego wątku obrazu wsi i chłopów: w zakończeniu jest scena, kiedy Paweł czyta i uczy czytać Chtawjana i udało się w niej Orzeszkowej też bardzo wyraźnie pokazać potrzeby wsi, czyli przede wszystkim potrzebę edukacji, ale nie z pozycji wyższości, tylko właśnie szacunku i zrozumienia.

      Usuń
    3. Dobrze, przyznam się otwartym tekstem (to jakby ktoś tu wpadł i chciał uniknąć spojlerów, ostrzegam!): zupełną, zupełną końcówkę losów Franki. Bo tam w ciekawy sposób Orzeszkowa wiąże znowu przewijający się przez całą książkę motyw religii (religijny i mocno wierzący Paweł versus Franka, dla której wyjazd do kościoła jest raczej okazją towarzyską, a książeczka do nabożeństwa symbolem statusu - a Bóg pojawia się od czasu do czasu na zasadzie "jak trwoga...") i grozy (cmentarz za gospodarstwem Pawła). Czyli o to, w jakim miejscu i gdzie konkretnie Franka postanawia rozstać się ze światem. Jak to interpretujesz?

      A co do obrazu wsi: tak, Orzeszkowa jest tu bardzo sprawiedliwa i wyrozumiała, nie ma w tym takiej prostej dydaktyki na zasadzie "zobaczcie, jacy chłopi są okropni". Nawet, kiedy patrzymy na nich oczyma Franki!

      Usuń
    4. To jest chyba to samo miejsce, w którym Franka przysięgała Pawłowi, że będzie mu wierna, której to przysięgi nie udało się jej dotrzymać, więc sądzę, że to jej forma przyznania się do winy. Ekwiwalent listu pożegnalnego, w którym wyjaśnia, dlaczego postanowiła się zabić.

      Usuń
  2. Muszę przyznać, iż Wasza dyskusja skłania mnie do sięgnięcia po tę książkę. Jedną z moich ulubionych powieści w ogóle jest oczywiście "Marta" Orzeszkowej, "Chama" nigdy nie czytałam, ale to się chyba zaraz zmieni...

    Bardzo ciekawa rozmowa! Cudnie, że są takie miejsca w sieci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękujemy za miłe słowa, a jeżeli skłoniłyśmy Cię do przeczytania książki, to warto było odkurzyć blog :). Ja przyznaję, że mam spore zaległości w Orzeszkowej, więc teraz też będę sobie nadrabiać inne jej powieści.

      Usuń
  3. Ja też dołączam do wyrazów radości (a lekturę "Marty" planuję, bo wszyscy bardzo zachwalają!). W razie czego też zachęcam, co prawda głównie na IG, ale planuję "Zimę z Orzeszkową", czyli czytanie jej powieści, no cóż, zimą ;-). Tak po prostu, w miarę sił i czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisałam, że na dalszą Orzeszkową się nie piszę, ale może jednak ta "Marta"?

      Usuń
    2. Może by tak jakieś większe wspólne czytanie "Marty" w nowym roku? Czy za dużo pikników by już było z Orzeszkową? Co sądzicie?

      Usuń
    3. Jestem za, motywujecie mnie. Zresztą ja bardzo lubię czytać razem, ale sama od jakiegoś czasu już nie organizuję takich wyzwań.

      Usuń
    4. Jestem za! I cały czas szukam chętnych do wspólnego czytania, od kiedy zamknęli kluby książki...

      Usuń
    5. Ja też się bardzo chętnie skuszę na "Martę", bo wydaje mi się, że to jest chyba też powieść warta przypomnienia w obecnych czasach.

      Usuń
  4. Imponuje mi ta powieść na wielu poziomach, więc na razie napiszę tylko o tym, co mi się najbardziej rzuciło w oczy czyli o sposobie w jaki Orzeszkowa przedstawia zaburzenia psychiczne Franki. Jest jasne i oczywiste dla mnie że Franka cierpi na jakąś formę zaburzeń psychicznych i tak jest przedstawiana całkowicie celowo i to na wielu płaszczyznach.
    Imponuje mi przede wszystkim że Orzeszkowa przedstawia to jako chorobę. Sugeruje w ten sposób, że nie wszystko jest winą Franki i budzi współczucie na różnych poziomach właśnie opisując jej zachowanie i epizody kiedy choroba się nasila. Kiedy Franka ciska się na podwórzu jak pantera w klatce krzycząc i wygrażając wszystkim dookoła nie sposób nie współczuć im wszystkim. Bo w tej sytuacji nie ma dobrego wyjścia. Franka nie ma narzędzi żeby sobie z tym poradzić a ludzie wokół niej, nawet ci którzy ją kochają, nie mają narzędzi żeby jej pomóc i to budzi taki rozdzierający smutek. Kiedy Franka ucieka z lokajem jest to dla mnie oczywisty rozwój sytuacji. Nawet te pozytywne cechy w niej są zabarwione tą chorobą. Piszecie o jej szczodrości i hojności i coś mi zgrzyta wtedy, bo Franka nie jest moim zdaniem szczodra ani hojna. Jest w jej dramatycznie impulsywnym rozdawaniu element desperacji czy wręcz autodestrukcji dla mnie. Być może dziś nazwano by to borderline, ponieważ Franka ewidentnie ma problemy z granicami, ta rozpaczliwa impulsywność budzi we mnie takie skojarzenia. Plus oczywiście elementy depresji i innych zaburzeń, które mogły pogłębić traumy z dzieciństwa i wczesnej młodości. Ale bardzo mi imponuje raz jeszcze, że Orzeszkowa opisuje to właśnie jako chorobę - bardzo umiejętnie sugerując i somatyczne i psychiczne podłoże tejże - a nie jakąś winę Franki. I że rozpoznają to także - nie do końca umiejętnie - ludzie wokół niej, nie tylko narratorka. Bardzo poruszyła mnie postać Awdoci, która owszem jest trochę wiedźmą czyli wiedzącą. Przy czym opis depresji samej Awdoci po stracie męża pokazuje że ludzie prości też rozpoznawali egzystencjalny smutek i próbowali go leczyć a nie tylko brać się w garść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie ten opis zachowania Franki skojarzył się z chorobą dwubiegunową (oczywiście nie jestem psychiatrą), bo te jej zachowania typu duża ruchliwość, nadaktywność wręcz, gadatliwość, również rzucanie się w wir rozrywki i to rozdawanie "błyskotek" itd. może obrazować epizody maniakalne. Tak, zgadzam się, że hojność Franki (może pozostanę przy tym określeniu z braku lepszego) jest u niej elementem autodestrukcji, Orzeszkowa to nawet wyraźnie mówi. Z drugiej strony mamy te chwile, kiedy Franka jest ociężała, apatyczna - nasuwa się określenie leniwa (i tak jest właśnie odbierana przez otoczenie), ale to mogą być przecież objawy stanów depresyjnych.

      Usuń
    2. Ja też myślałam o chorobie dwubiegunowej.

      Usuń
    3. Powiem Wam, że nawet się do końca nie zastanawiałam nad jakąś dokładną diagnozą Franki - chociaż pewnie macie rację, że to może być opis choroby dwubiegunowej - ale to, o czym pisze Hannah, i mnie się kołatało po głowie. Nawet miałam takie pewne wyrzuty sumienia, że może nie do końca przeprowadziłam dobre uargumentowanie w tej naszej zagajającej dyskusji z Tarniną, bo faktycznie, to, jak Orzeszkowa opisuje chorobę Franki, zasługuje na uznanie. Nie potępia, pokazuje ją bardziej jako jeden z czynników, coś, co towarzyszy France przez cały czas i nie jest jej winą. Szczerze mówiąc, nawet wsi nie pokazuje jako potępiającej bohaterkę - owszem, oni się jej w pewnym momencie boją, kiedy stanowi dla nich fizyczne zagrożenie, ale to jednak trochę coś innego.

      Usuń
  5. Poruszyłabym jeszcze motyw starcia dwóch światów - wsi i miasta, lecz też wychowania w pełnej rodzinie wśród tradycji oraz życia po swojemu ale bez bliskich. W końcu główni bohaterowie często zachowują się tak a nie inaczej dlatego, że mają zupełnie odmienne pochodzenie. Paweł całe życie mieszkał w jednej wsi, odwiedzał tylko okoliczne miasteczka. Jego życie toczyło się w uporządkowany sposób, dostosowany do pór roku, pogody. Jego poglądy zostały ukształtowane przez jego rodziców i innych mieszkańców wsi oraz w kościele. Franka mieszkała w różnych miejscach, ale zawsze w mieście. Nie znała spokojnego uporządkowanego życia, cały czas gnała na przód nie oglądając się za siebie i wciąż chcąc doświadczać czegoś nowego. Zdawała się nawet nie zauważać upływającego czasu, mają prawie 40 lat wciąż uważała się za młodą dziewczynę. Jej sposób życia sprawiał, że wciąż musiała dostarczać sobie nowych rozrywek, by nie mieć chwili na refleksję. Bo gdyby tylko się zatrzymała, zobaczyłaby jak nędzne jest jej życie...
    Gdy Paweł i Franka się spotykają, łączy ich gorące uczucie. Są wręcz nim zaślepieni, zdają się nawet nie zauważać, jak wiele ich dzieli. Paweł myśli, że odmieni Frankę, ona z kolei uważa jak zawsze, że jakoś to będzie i Paweł na pewno różni się od innych chłopów. A jednak z czasem okazuje się, że choćby nawet i chcieli, zmiana natury nie jest łatwa. Tym bardziej, że oboje już trochę lat na świecie przeżyli i ich charakter był kształtowany przez odmienne środowiska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, w książce bardzo wyraźnie zaznacza się odrębność dwóch światów, przy czym wieś jest przedstawiona w taki wyidealizowany, arkadyjski sposób, natomiast miasto jest symbolem zła. Mieszkańcy wsi żyją w zgodzie ze sobą i z naturą (i też ten kontakt z naturą jest bardzo przez Orzeszkową podkreślony, Paweł przeżywa przyrodę w bardzo głęboki sposób i czerpie z niej spokój i siłę, w kontraście - Franka jest tej umiejętności pozbawiona). Dodałabym jeszcze, że bardzo ważna jest tu praca, która jest pokazana jako coś, w czym można znaleźć sens życia. To jeszcze jedna różnica między Pawłem a Franką: dla niego praca jest uniwersalnym lekarstwem, natomiast dla Franki praca jest tylko trudem.

      Usuń
    2. Hm, a ja bym nie do końca szła w ten kontrast wieś-miasto. Właściwie to my nie widzimy miasta, tylko o nim słyszymy od tego bądź owego bohatera i w zależności od tego, czy mówi upojona miejskością Franka (która jednak też widzi wady miasta), czy przerażony, że "takie miejsca istnieją" Paweł, to i wzrok czytelnika wyłapuje coś nowego. Sprytnie to jest napisane ;-).

      Usuń
    3. Ja też nie widzę kontrastu wieś-miasto. Miasto znamy głównie z tego żałosnego popisywania się Franki jak to jej rodzina bogata i ustosunkowana, autentycznego przeciwstawienia nie ma tam do końca. I wieś nie jest wcale arkadyjska, opisywane są na przykład złośliwości Ulany wobec Franki albo choćby historia Awdoci, która traci męża i przeżywa wtedy autentyczną depresję a potem traci wnuka, ma syna na Sybirze czy w innym więzieniu i nawet nie może się spokojnie wypłakać nad tym. Ta scena, kiedy czytanie książki przez Pawła wyzwala w Awdoci uwięzione łzy bardzo mnie poruszyła. Jeśli można mówić o arkadyjskim obrazie wsi to tylko wtedy kiedy się pamięta, że w materiałach źródłowych Arkadia była krainą skalistą i trudną. Orzeszkowa podkreśla ciężki wysiłek i ciągłą pracę, Czy choćby jednostajność i monotonię które tak bardzo męczą Frankę.

      Usuń
    4. Tak, oczywiście, że wieś jest miejscem, gdzie się ciężko pracuje i gdzie też istnieje nieszczęście i smutek. Ale dla Orzeszkowej praca jest wartością samą w sobie i w ogóle stanowi jakieś jądro życia człowieka. Ten wysiłek pracy nie jest tu pokazany jako coś niszczącego życie, przeciwnie on nadaje życiu sens. Kojarzenie szczęścia z unikaniem trudu i wysiłku to chyba koncepcja bardziej z naszych czasów. Natomiast jeśli chodzi o miasto w powieści, to my go co prawda bezpośrednio nie widzimy, ale w tych wszystkich wzmiankach ono się pojawia jako miejsce beznadziei, w przeciwieństwie do wsi, która właśnie wiąże się z nadzieją.

      Usuń
  6. Zanim przeczytam dyskusję, dorzucam moją notkę o książce - ja skupiłam się na innym aspekcie. http://przeczytalamksiazke.blogspot.com/2020/12/cham-eliza-orzeszkowa.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do tego, co napisałaś u siebie, dodam, że "Cham" to jest też moim zdaniem książka o pogardzie. Jej tytuł to przecież pogardliwe określenie chłopa, natomiast cała treść pokazuje, jak bardzo ta pogarda, którą przecież odczuwały wszystkie pozostałe warstwy społeczeństwa, jest nie na miejscu i jak bardzo jest krzywdząca. Co ciekawe, krzywdzi nie tylko tego, kto jest jej celem, ale również tego, który pogardza. O ileż szczęśliwsza mogłaby być Franka w małżeństwie (przy całej złożoności jej postacie), gdyby nie wpojone jej przekonanie o niższości chłopów. Czasem o nim zapomina - to są te dobre chwile - ale zaraz czyjaś uwaga jej przypomina: aha, mezalians, ja panienka z miasta, on cham.

      Usuń
    2. Tak, i słuchajcie, w ogóle właśnie ten tytuł: mocny bardzo, krótki a wyrazisty, ale jednak warunkujący też mocno i naszą dyskusję. Zobaczcie, że w ogóle nie używamy słowa "włościanin". A wiecie, że pierwotnie Orzeszkowa chciała tę powieść nazwać "Rybak nadniemeński"?

      Usuń
    3. Nie, nie wiedziałam o tym :) Ale to pokazuje, ile znaczy dobry tytuł.
      A co do "włościanina", to chyba to słowo nie przychodzi nam na myśl, bo jest już wyłącznie historyczne. "Cham" niestety nie i chociaż jego pierwotne znaczenie zostało zmodyfikowane, to sposób użycia niezbyt.

      Usuń
  7. Tarnino masz rację, nie przyszło mi to do głowy, ale po stokroć tak!! Jak dobrze móc porozmawiac o książkach i posłuchać innych opinii, o ile pełniejszy obraz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie tak! Rozmowa o książkach to co najmniej połowa przyjemności czytania :)

      Usuń

Dziękuję za komentarz.