Przed wizytą w bibliotece mam zwyczaj przeglądać w katalogu internetowym listę ostatnio zakupionych książek. Zazwyczaj lwia ich część jest już opatrzona informacją: „wszystkie egzemplarze są wypożyczone”. Ostatnim razem udało mi się jednak wrócić do domu nie tylko z paroma zakurzonymi dziełami klasycznymi (kurz jest na szczęście metaforyczny), ale też z dwoma tomami cyklu „Stulecie Winnych” Ałbeny Grabowskiej, które pożyczyłam jako pierwsza czytelniczka wprost z rąk pani bibliotekarki, oprawiającej je w grubą plastikową folię.
***
Są tacy pisarze, których nazwałabym autorami drugiego obiegu, przy czym wszelkie skojarzenia z drugim obiegiem, funkcjonującym w czasach PRL, są całkowicie błędne – mam na myśli obieg blogowy. Ci autorzy w blogosferze są świetnie znani i uwielbiani, natomiast próżno szukać informacji o nich w „oficjalnym” obiegu literackim. Milczą o nich profesjonalni krytycy, nie pojawiają się na poświęconych kulturze stronach gazet, w czasopismach literackich, ani innych tradycyjnych mediach. Te obiegi nie są oczywiście ściśle rozdzielone, niemniej daje się je rozróżnić. Mam wrażenie, że taką właśnie „autorką drugiego obiegu” jest Ałbena Grabowska. O jej istnieniu pewnie nigdy bym się nie dowiedziała, gdyby jej nazwisko nie zwróciło mojej uwagi na blogach. Jeśli poszukacie recenzji książek Ałbeny Grabowskiej w Internecie, na blogach i portalach czytelniczych, to dowiecie się jednego: czytelnicy ją uwielbiają. Ze świecą trzeba szukać opinii chociażby lekko krytycznych. Skupmy się na pierwszym tomie „Stulecia Winnych”, bo o tej książce będę pisać: Biblionetka – ocena użytkowników: 4,9/6; Lubimyczytać: 8,0/10; Granice: 5,4/6. Odważycie się poznać obiekt tych zachwytów? No to zaczynamy!
