Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogród. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogród. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 marca 2015

Porady ogrodnicze Lucy Maud Montgomery


Ten wpis ma dwa źródła inspiracji. Pierwszym jest blog zacofanego.w.lekturze, który niedawno przytoczył ciekawy, a nawet doniosły fragment dzienników Lucy Maud Montgomery. Pisarka opisuje w nim moment, kiedy stała się - pisarką właśnie. Drugim źródłem "natchnienia" jest pora roku.

Powoli zbliża się dla mnie ten okres, kiedy czytanie jako ulubiona forma spędzania wolnego czasu będzie musiało ustąpić pierwszeństwa jeszcze bardziej ulubionemu (oczywiście) koszeniu trawnika, wyrywaniu chwastów, nawożeniu, podlewaniu, przycinaniu itd... Co mnie z jednej strony cieszy, ale z drugiej przytłacza. Zanim to jednak nastąpi - jeszcze chwila z książką. Tą książką są wspomniane wyżej dzienniki, a oto rozważania ogrodnicze ich autorki:


Nic na świecie nie ma w sobie tyle słodyczy co prawdziwy, "staroświecki" ogród. (...)
Staroświecki ogród musi posiadać pewne cechy, bez których nie byłby sobą. Podobnie jak poezja, rodzi się z talentu, nie pracy - jego rozkwit jest wynikiem długich lat poświęcenia i troski. Psuje go nawet najdrobniejsza oznaka nowoczesności.

Po pierwsze, musi być ustroniem odciętym od świata - "zamkniętym ogrodem", najlepiej okolonym wierzbami, jabłoniami lub jodłami. Musi mieć schludne ścieżki, obrzeżone płaskimi muszlami lub trawą o szerokich źdźbłach, a ponadto muszą w nim rosnąć kwiaty typowe dla starych ogrodów i rzadko widywane w dzisiejszych katalogach - byliny posadzone ręką babci przed kilkudziesięciu laty. Powinny tam być maki podobne do wytwornych dam w sutych, jedwabnych sukniach, "stulistne" róże - ciężkie, różowe i soczyste. Lilie tygrysie niczym wartownicy w przepysznych strojach, "goździki brodate" w pasiastych szatach, lak wonny - ulubieniec mojego dzieciństwa, kłujące i pierzaste boże drzewko, żółte narcyzy, malwy przypominające panny, które pysznią się swą urodą, purpurowe storczyki, różowo-biały "piżmaczek", melisa i spirea, mydlnica w liliowej
sukni z koronką, białe jak śnieg "czerwcowe lilie", karmazynowe piwonie - "pinie", aksamitnookie "irlandzkie pierwiosnki", które nie są pierwiosnkami ani nie są irlandzkie, szałwia i szarłat - a wszystko to stosownie przemieszane.
 

Drogie, stare ogrody! sama ich woń jest błogosławieństwem. *


Co sądzicie o takim projekcie ogrodu? Czyż wszystko stosownie przemieszane nie jest najlepszą poradą dotyczącą planowania ogrodu, jaką można sobie wyobrazić? Intryguje mnie okolenie wierzbami i ścieżki obrzeżone płaskimi muszlami lub trawą o szerokich źdźbłach. (Nawiasem mówiąc, o ile dobrze pamiętam, to kapitan Jim obrzeżył rabaty Ani muszlami, w ogrodzie jej Wymarzonego Domu). Dobór roślin zasługuje na uznanie (prawdopodobnie, bo nie wszystkie jestem w stanie zidentyfikować), ale dodałabym koniecznie naparstnicę purpurową, łubin i dalie. No i nie zapominajmy o konwaliach, bez nich staroświecki ogród na pewno się nie obejdzie. Zwłaszcza taki,
którego woń jest błogosławieństwem.

Wpis ilustrowałam zdjęciami mojego własnego ogrodu, z lipca ubiegłego roku. Róże stulistne - zgadzam się z LMM - są nad wyraz godne polecenia, ciężkie, różowe i soczyste, dokładnie takie, jak je opisała (owszem, posiadam), ale ta z przedostatniego zdjęcia, róża aptekarzy (Rosa gallica officinalis) też wpisuje się w klimat staroświeckiego ogrodu - uprawiano ją już w ogrodach czternastowiecznych! A gdyby ktoś miał ochotę spędzić wakacje w tym ogrodzie (co nie oznacza, że ze mną), to uprzejmie informuję, że jest taka możliwość. Na pasku bocznym (na samym końcu) znajduje się link do strony internetowej mojego "obiektu", do której odsyłam zainteresowanych.






 

---
* Lucy Maud Montgomery, "Uwięziona dusza. Pamiętniki 1898-1910". Przekład: Ewa Horodyska. Nasza Księgarnia, Warszawa 1998.

niedziela, 15 lutego 2015

SZTUKA CZYTANIA: czytanie w sielankowej scenerii


*** Gari Melchers, "Kobieta czytająca przy oknie" (1905) ***


Cóż może być przyjemniejszego: piękny letni dzień, chwila z książką na zacienionej werandzie czy ganku z widokiem na bujny, wiejski ogród. Chciałabym tam być w tej chwili. Ten obraz emanuje spokojem, a jednocześnie jest bardzo energetyzujący. Podoba mi się zastosowanie koloru - soczystość letniego ogrodu została oddana prawie bez użycia zieleni, artysta zastosował niemal wyłącznie barwy podstawowe.




Amerykański malarz Gari Melchers (Julius Garibaldi Melchers, 1860 - 1932) był za życia bardzo ceniony, później raczej zapomniany. Studiował i przez wiele lat mieszkał w Europie, do USA wrócił w 1915 r. Nie jest to oczywiste, gdy się patrzy na ten obraz namalowany w stylu nawiązującym do impresjonistów, ale Melchers był jednym z głównych amerykańskich przedstawicieli naturalizmu, znanym ze scen rodzajowych, często o tematyce religijnej, pejzaży i portretów.