Czytanie „Jalny” to była dla mnie swego rodzaju podróż sentymentalna. Bo ja tę powieść (a także większość cyklu o rodzinie Whiteoaków) już kiedyś czytałam. Złamałam więc tutaj zasadę, którą kierujemy się z Pyzą, że tematem naszych Pikników mają być książki, których dotychczas nie przeczytałyśmy. Było to – czytanie „Jalny” – jednak na tyle dawno, że uznałam, że powrót do tej lektury jest usprawiedliwiony. Rzut oka na datę wydania uświadomił mi, że musiałam się zapoznać z „Jalną” jako jedenastolatka, co mnie samą nieco zaskoczyło, bo to nie jest najbardziej oczywisty wybór czytelniczy dla jedenastolatki. Powiedzmy sobie otwarcie, to nie jest proza young adult (jak się obecnie mówi) w stylu innej słynnej Kanadyjki, L.M. Montgomery. (Chociaż, jak się teraz nad tym zastanawiam, to właśnie to skojarzenie musiało mnie do tych książek przyciągnąć: tu Kanada, tam Kanada, a pamiętam też, że wówczas marzyłam o zamieszkaniu w Kanadzie (zresztą dziś też, gdyby nadarzyła się taka okazja, zapewne chętnie bym z niej skorzystała)). Mazo de la Roche zdecydowanie celowała w dorosłego odbiorcę, czy też raczej odbiorczynię, bo przecież czytelnikami powieści obyczajowych są w większości kobiety (w ogóle czytelnikami są w większości kobiety). Tak, „Jalna” to obyczajówka, a nie romans, gdyby ktoś – patrząc na okładki większości edycji, choć akurat nie tej, o której piszę, ta ma okładkę bardzo przyzwoitą – miał wątpliwości.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą M. de la Roche. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą M. de la Roche. Pokaż wszystkie posty
piątek, 30 grudnia 2016
PIKNIKI Z KLASYKĄ: Straszny dwór. "Jalna" Mazo de la Roche
Czytanie „Jalny” to była dla mnie swego rodzaju podróż sentymentalna. Bo ja tę powieść (a także większość cyklu o rodzinie Whiteoaków) już kiedyś czytałam. Złamałam więc tutaj zasadę, którą kierujemy się z Pyzą, że tematem naszych Pikników mają być książki, których dotychczas nie przeczytałyśmy. Było to – czytanie „Jalny” – jednak na tyle dawno, że uznałam, że powrót do tej lektury jest usprawiedliwiony. Rzut oka na datę wydania uświadomił mi, że musiałam się zapoznać z „Jalną” jako jedenastolatka, co mnie samą nieco zaskoczyło, bo to nie jest najbardziej oczywisty wybór czytelniczy dla jedenastolatki. Powiedzmy sobie otwarcie, to nie jest proza young adult (jak się obecnie mówi) w stylu innej słynnej Kanadyjki, L.M. Montgomery. (Chociaż, jak się teraz nad tym zastanawiam, to właśnie to skojarzenie musiało mnie do tych książek przyciągnąć: tu Kanada, tam Kanada, a pamiętam też, że wówczas marzyłam o zamieszkaniu w Kanadzie (zresztą dziś też, gdyby nadarzyła się taka okazja, zapewne chętnie bym z niej skorzystała)). Mazo de la Roche zdecydowanie celowała w dorosłego odbiorcę, czy też raczej odbiorczynię, bo przecież czytelnikami powieści obyczajowych są w większości kobiety (w ogóle czytelnikami są w większości kobiety). Tak, „Jalna” to obyczajówka, a nie romans, gdyby ktoś – patrząc na okładki większości edycji, choć akurat nie tej, o której piszę, ta ma okładkę bardzo przyzwoitą – miał wątpliwości.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
