„Zamierzam stworzyć bohaterkę, której nikt oprócz mnie nie będzie lubił…” Tak zapowiedziała Jane Austen, przystępując na początku roku 1814 do pisania nowej powieści. Ile w tym stwierdzeniu prawdy, a ile przekory? „Emma” jest o zagadkach, Emma jest zagadką. Nic nie jest takie, jakim się wydaje, ostrzega czytelnika autorka już na początku. Nie przypadkiem Emma i jej przyjaciółka zabawiają się kolekcjonowaniem szarad. Masz przed sobą szaradę, czytelniku, zdaje się mówić Jane Austen, czy uda ci się ją rozwiązać? P.D. James, angielska autorka kryminałów, nazwała „Emmę” powieścią detektywistyczną. „Detektywistyczna” zagadka jest oczywiście związana z pojawieniem się w mikrokosmosie Highbury światowego młodzieńca. Jaki jest naprawdę i jakie są jego prawdziwe intencje? To ważne pytanie dla głównej bohaterki, ale Emma musi odkryć jeszcze ważniejszą tajemnicę, poznać samą siebie.
Jak większość powieści Jane Austen, „Emma” to przede
wszystkim bildungsroman,
towarzyszymy protagonistce we wkraczaniu w dorosłość. Poznajemy Emmę Woodhouse
jako „osóbkę blisko dwudziestojednoletnią”, rozstajemy się z nią rok później,
zostawiając ją z wszelkimi widokami na
szczęście. W tym czasie Emma stała się pełnoletnia w sensie prawnym, ale co
ważniejsze, stała się w pełni dojrzałą osobą. Drogą do dojrzałości jest
samopoznanie, bohaterka musi odrzucić dziecięce przekonanie o własnej
nieomylności i doskonałości, musi nauczyć się patrzeć - na innych i na siebie – tak, żeby widzieć.










