Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróż. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 maja 2017

PIKNIKI Z KLASYKĄ: O czułym podróżowaniu ze Sterne'em

O "Podróży sentymentalnej przez Francję i Włochy" Laurence'a Sterne'a napisano zapewne setki tomów (o ile nie tysiące). Nie jestem historykiem literatury, więc nie przeczytałam żadnego z nich i uczciwie zapewniam, nie będę się silić na poważną analizę "Podróży...". Pozwolę sobie natomiast na kilka naiwnych uwag współczesnego czytelnika o tej wielkiej małej książeczce (wydanie BN ma wielkość kieszonkową, grubość jednego centymetra, a i tak połowę objętości zajmuje opracowanie, co jest najlepszym dowodem, że jest to wielka literatura).



wtorek, 22 grudnia 2015

"Przyjadą swoim landem" - wehikulogia stosowana Jane Austen


To oczywiste, że podróżowanie 200 lat temu było znacznie trudniejsze niż obecnie. Ale tak jak i dzisiaj to, czym się podróżowało, wiele mówiło podróżującym. O tym, że powóz to nie tylko środek lokomocji, ale i oznaka statusu społecznego, możemy się zorientować z tej sceny:

[Emma] zajechała przed drzwi państwa Cole w ślad za innym powozem i stwierdziła z zadowoleniem, że należy on do pana Knightleya, nie trzymał on bowiem koni. Miewał zazwyczaj mało pieniędzy na zbyciu, że zaś był zdrów, ruchliwy i przedsiębiorczy, zbyt często, zdaniem Emmy, chadzał piechotą i znacznie rzadziej używał powozu, niżby przystało właścicielowi Donwell Abbey.
Potem następuje smakowita wymiana zdań między Emmą a Knightleyem na temat „bycia dżentelmenem”.

Tłumaczenie nie jest szczególnie zgrabne, mimo wszystko wiele możemy z tego fragmentu wyczytać o obojgu bohaterach. Kupno powozu dużo kosztowało, utrzymanie koni było drogie, a więc samo posiadanie tych dóbr plasowało człowieka w określonej sferze. W „Dumie i uprzedzeniu” władcza i snobistyczna lady Catherine wypytuje impertynencko Elizabeth o wiele szczegółów z życia Bennetów, w tym między innymi o rodzaj powozu posiadanego przez jej ojca. Emma do tego by się nie posunęła, ale wydaje się, że byłaby skłonna zgodzić się z lady Catherine, że ludzi można oceniać po ich powozach. Jane Austen używa w swoich powieściach pojazdów do charakterystyki postaci, ale robi to nie tylko w taki sposób, jak Emma i lady Catherine, czyli do pokazania ich stanu majątkowego. Stosunek bohatera do posiadanego pojazdu mówi nam o nim znacznie więcej. To nie przypadek, że Knightley chodzi na piechotę.

Przyjrzyjmy się zatem jak i czym podróżowano w powieściach Jane Austen i co nam ów sposób podróżowania mówi o ich bohaterach.

   James Pollard, "The London-Faringdon Coach passing Buckland House, Berkshire", 1835










  

niedziela, 8 lutego 2015

SZTUKA CZYTANIA: Dwie damy w podróży do Włoch


*** Augustus Egg, "The Travelling Companions" (1862) ***


Angielski malarz Augustus Egg obracał się w wiktoriańskim światku literackim. Przyjaźnił się z Charlesem Dickensem i Wilkie Collinsem. Wraz z nimi oddawał się takim rozrywkom, jak udział w przedstawieniach teatralnych, nie tylko domowych, razem z Dickensem wystąpił nawet przed królową Wiktorią (a przynajmniej tak twierdzi Wikipedia). W późniejszych latach życia ze względu na stan zdrowia przeniósł się na południe Europy. Z tego okresu pochodzi właśnie obraz "Towarzyszki w podróży".

Kompozycja jest niemal symetryczna, przedstawia wnętrze przedziału kolejowego i podróżujące nim dwie młode kobiety, zapewne siostry bliźniaczki, ubrane w identyczne, szare suknie z nonsensownie obfitymi spódnicami - zgodnie z modą połowy XIX w. Dama po prawej zajęta jest czytaniem książki, ta po lewej drzemie. Gdyby któraś z nich spojrzała za okno, zobaczyłaby cudowną panoramę wybrzeża Morza Śródziemnego (czasem warto jednak podnieść wzrok znad książki). Ten obraz bardzo mnie intryguje - i bawi. Zapewne Augustus Egg nie zdawał sobie sprawy, jak komiczny może się w przyszłości wydawać pomysł wtłoczenia do przedziału pociągu dwóch takich niedorzecznych sukien (a może jemu też wydawały się niedorzeczne?). Jednocześnie zachwyca mnie intymność tej sceny, podkreślona przez zamkniętą przestrzeń przedziału i rozległy pejzaż za oknem.


  
Obraz znajduje się w Birmingham Museum and Art Gallery.

niedziela, 31 sierpnia 2014

Z MOJEJ PÓŁKI: William Golding w podróży na krańce świata. Trylogia morska




Na falach oceanu unosi się trzeszczący, wiekowy żaglowiec, zagubiony gdzieś w jego niezmierzonych przestworzach podczas podróży do Australii. Ni to pies, ni wydra - statek pasażerski, a jednocześnie okręt wojenny marynarki Jego Wysokości Jerzego III. Mamy pierwsze lata XIX w. Podczas wielomiesięcznego rejsu statek stanowi mikrokosmos, w którym rozgrywają się mniejsze i większe ludzkie dramaty. Obserwujemy je oczami jednego z pasażerów, młodego arystokraty Edmunda Talbota, który spisuje historię rejsu w dzienniku.

Zawsze unikałam  książek i filmów o tematyce marynistycznej, a to z dwóch powodów. Po pierwsze ze względu na monotonię scenerii, a po drugie - brak kobiet w tej scenerii. Jednym słowem: nuda. Ale trylogia Goldinga to jedna z najlepszych książek, z jakimi się w życiu zetknęłam. (A właściwie trzy książki, jedne z najlepszych... Pierwsza z nich, "Rites of Passage" - nagrodzona Bookerem - miała pierwotnie stanowić skończoną całość i wiele czasu minęło, zanim pisarz doszedł do przekonania, że nie może zostawić Edmunda, pozostałych pasażerów i członków załogi gdzieś na środku Atlantyku, na pastwę losu. Potrzebne były jeszcze dwie książki, by podróż doprowadzić do celu). Sceneria co prawda jest monotonna: stary żaglowiec, mocno wysłużony, właściwie niemal już wrak i wcale nie jest pewne, czy nie rozpadnie się przed końcem podróży (będzie to przedmiotem wielu niepokojów w części drugiej i trzeciej). Morze raz spokojne, raz wzburzone i wściekłe, ale nie o scenerię tu chodzi, ani o jakąś tam, nudną jak flaki z olejem, walkę człowieka z żywiołem (choć ona trwa nieustannie), a o to, co dzieje się w tym miniaturowym społeczeństwie, odzwierciedlającym społeczeństwo angielskie z jego podziałami klasowymi. Na statku ludzie rodzą się i umierają, zadzierzgnięte zostają silne więzy przyjaźni, kiełkuje miłość*. Ale natura ludzka ujawnia też swoją prymitywną, brutalną stronę. Kwestia statusu społecznego i tego, co z niego wynika, jest jednym z głównych tematów - przede wszystkim części pierwszej. Edmund, z racji swojego urodzenia i przynależności do rodu Talbotów lub też Fitzhenrych, a przede wszystkim dzięki protekcji swojego wpływowego "wielce czcigodnego" ojca chrzestnego, Jego Lordowskiej Mości, trzęsącego rządem angielskim, ma świat u swoich stóp - a przynajmniej tak mu się wydaje.

"Rytuały morza", polski tytuł pierwszej książki, spłaszcza wieloznaczność tytułu angielskiego. Passage może oznaczać po prostu podróż lub przeprawę, ale rites of passage to rytuały przejścia, w sensie obrzędów inicjacyjnych. Ten tytuł można odnieść do tego, co spotkało pastora Colleya podczas przekraczania równika, ale również do tego, co stało się z samym Edmundem podczas rejsu. Chodzi oczywiście o jego dojrzewanie, a także o przemianę (dzięki przeżyciu i zrozumieniu historii Colleya i swojego w niej udziału, przyjaźni z panem Summersem, pierwszym oficerem na statku, z panem Prettimanem, filozofem społecznym, demokratą i radykałem, panną Granham, która w postaci niepozornej guwernantki ukrywa umysł wyemancypowanej kobiety) z członka angielskiej klasy wyższej - w człowieka.

"To the Ends of the Earth" z pewnością zasługuje na długi esej i poważną analizę i na pewno na blogu do trylogii Goldinga jeszcze wrócę. Na razie poprzestanę na tej chaotycznej notce, mając nadzieję, że kogoś zachęci do sięgnięcia po książki. W części drugiej ("Close Quarters/Twarzą w twarz") atmosfera na statku jeszcze bardziej się zagęszcza, a w części trzeciej ("Fire Down Below/Piekło pod pokładem") ogień pod pokładem może wybuchnąć i dosłownie, i w przenośni. Dodam jeszcze, że mimo tak poważnej tematyki, książki zawierają sporą dozę komizmu i ich czytanie to prawdziwa przyjemność. (Polskie wydanie można znaleźć np. na Allegro, jeśli nie w bibliotece).

---
William Golding, "To the Ends of the Earth. A Sea Trilogy". Faber and Faber, London, 2005.

Pierwotnie wydane jako:
"Rites of Passage" (1980), "Close Quarters" (1987), "Fire Down Below" (1989).

Wydanie polskie:
"Rytuały morza", "Twarzą w twarz", "Piekło pod pokładem", (1994-1995).



Na zdjęciach wybrzeże Australii, gdzie dotarłam w roku 2010. Na szczęście podróżowałam statkiem powietrznym i moja podróż trwała znacznie krócej niż podróż pana Edmunda Talbota.

*Oczywiście nie ma tu na myśli Zenobii, miłość będzie w części drugiej i trzeciej.