Przeczytanie „Samotni” należy do poważnych przedsięwzięć
czytelniczych: ponad tysiąc stron drobnym druczkiem. Współcześni Dickensa mogli
sobie tę przyjemność rozłożyć na raty, powieść ukazywała się w odcinkach pomiędzy
1852 a 1853. Co miesiąc można sobie było za szylinga kupić broszurkę
zawierającą zazwyczaj trzy rozdziały „Bleak House” i dwie ilustracje autorstwa Phiza.
Dzisiaj widok opasłego tomu o pożółkłych kartkach być może odstręcza czytelników.
Tak, kartki na pewno będą pożółkłe, bo „Samotnia” ostatni raz była wydana w Polsce
40 lat temu (Czytelnik 1975, w tłumaczeniu Tadeusza Jana Dehnela)! Było to
zresztą w ogóle jedyne do tej pory pełne wydanie tej powieści po polsku.
Przyznam się, że odkrycie tego faktu mnie zdumiało, bo „Samotnia” jest uznawana
przez wielu za największe osiągnięcie Dickensa, zajmuje poczesne miejsce w
kanonie literatury światowej, co samo w sobie może być wystarczającym powodem,
żeby się z nią zapoznać. A jeśli to się komuś wyda niewystarczającym powodem,
powiem więcej: po ponad 160 latach „Samotnię” wciąż się świetnie czyta. Z
chęcią postawiłabym sobie własny egzemplarz na półce. Wydawcy! Czytelnicy
domagają się wznowienia „Samotni”!
